5.5 C
Warszawa
wtorek, 22 września, 2020

Kapryśna pogoda. Wielkanoc w kratkę [PROGNOZA POGODY]

Wreszcie poznaliśmy prognozy pogody na Święta Wielkiej Nocy w Polsce. Cały Wielki Tydzień zapowiada się ciepło i słonecznie, jednak już w lany...

Coraz mniej wolności w Unii Europejskiej

Zaktualizowany:

We Francji, w Niemczech i zapewne we wszystkich innych krajach Unii Europejskiej różnych swobód i wolności ciągle ubywa – niemal każdego dnia.

Już dość powszechnie znane są postępujące w krajach UE, w tym w Polsce (od kilkunastu lat), ograniczenia wolności wypowiedzi i manifestacji, e-prasy, działań i opinii w internecie – związane przede wszystkim z unijnym terrorem neokomunistycznej „politycznej poprawności” oraz z blokowaniem kont i e-stron – pod presją władz UE – przez firmy typu Facebook (w ostatnich tygodniach kont ludzi i partii prawicy w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i Szwecji).

A groźna dla wolności opinii i informacji tzw. dyrektywa UE o prawach autorskich ponad miesiąc temu została ostatecznie przyjęta przez większość rządów i Radę UE. W końcowym głosowaniu przedstawiciele Polski, Holandii, Włoch, Szwecji, Finlandii i Luksemburga byli wprawdzie przeciwni tym nowym, restrykcyjnym regulacjom internetu, ale na mocy obowiązującego traktatu UE z Lizbony (podpisanego w grudniu 2009 przez władze wszystkich państw UE, w tym Polski), sprzeciw tych sześciu rządów okazał się niewystarczający.

Powszechnie znane są także np. liczne zakazy palenia tytoniu czy prowadzenia rozmów telefonicznych w miejscach publicznych, a nawet we własnych samochodach. Mniej znane są natomiast ograniczenia wolności związane z redukcjami czy limitowaniem praw własności i wolności gospodarczych – od co najmniej kilkunastu lat, w niemal wszystkich krajach Europy, stopniowo kurczą się bowiem zakresy swobód gospodarczych, w tym handlowych, przeciętnych ludzi, ich firm, sklepów czy zakładów usługowych.

Bo przybywa obowiązków prawnych, limitów i ograniczeń biurokratycznych, podatkowych, nakazów kas fiskalnych, przepisów kodeksu pracy i innych – gnębiących nie tylko właścicieli małych firm. Ciągle rośnie łączna wysokość opodatkowania i innych obciążeń finansowych w skali roku, a niekiedy nawet miesiąca – w ostatnich trzech-czterech latach wszędzie w Europie, z wyjątkiem Szwajcarii, Rumunii, Estonii, Łotwy i paru innych małych krajów.

Ciągle rośnie liczba urzędniczych, głównie unijnych, ale też rodzimych regulacji, zakazów, nakazów, „inspekcji pracy”, kontroli skarbowych i innych – mocno ograniczających swobody i działalność. Np. także w postaci zakazu handlu w określonych miejscach czy w kolejne niedziele. Ciągle też rośnie zależność przeciętnych ludzi i drobnych przedsiębiorców od państwowej czy lokalnej biurokracji, od państwowych i innych banków, sądów, a niekiedy także od wielkich koncernów przemysłowych i handlowych, „publicznych” placówek medycznych i mediów, komorników czy kancelarii prawnych.

Przymus po niemiecku i francusku

Oto przykłady już funkcjonującego lub szykowanego przymusu czy wręcz zamordyzmu rządów i władz UE: np. rząd Niemiec, w ramach nowej akcji brukselskich władz UE, mającej objąć wszystkie kraje eurokołchozu, w tym Polskę, już przygotował ustawę o obowiązkowych „ochronnych” i dwukrotnych szczepieniach prawie wszystkich dzieci przeciwko odrze.

Kto z rodziców nie wyrazi zgody na ten dość ryzykowny przymus, ten będzie musiał zapłacić grzywnę w wysokości nawet 2500 euro. W grę wchodzą ponoć też inne „sankcje”, w tym m.in. „wykluczenie dziecka z przedszkola”. Tak zapowiedział „chrześcijańsko-demokratyczny” minister Jens Spahn z rządzącej CDU gazecie „Bild am Sonntag”. A polityk współrządzącej Niemcami SPD, eurosocjalista Karl Lauterbach, potwierdził te zamiary i pogroził: „Nie obędzie się bez kar” (w wywiadzie udzielonym „Augsburger Allgemeine”). Sehr europäisch und demokratisch!

Z kolei np. niektórzy młodzi partyjni działacze Zielonych i SPD, jak np. szef młodzieżówki „socjaldemokratów” Kevin Kühnert, domagają się już wywłaszczeń wielkich firm z posiadanych przez nie i wynajmowanych na rynku mieszkań, a nawet „kolektywizacji”, czyli upaństwowienia niektórych wielkich prywatnych (rodzinnych) firm przemysłowych, jak np. BMW.

Na razie politycy poważniejsi od nich i starsi doświadczeniem zbywają te socjalistyczne żądania lewicowych gówniarzy szeregiem oczywistych argumentów bądź lekceważeniem. Ale za kilka czy kilkanaście lat, gdy ci lewicowi gówniarze obrosną w polityczne pióra i wpływy i już będą rządzić tymi czy podobnymi partiami, to kto wie, czy i tego rodzaju zagrożenia własności (wolności) w Niemczech i Europie nie staną się realnością?

Natomiast np. Pierre Moscovici – bardzo wpływowy komisarz UE ds. ekonomicznych i finansowych (były minister finansów socjalistycznej Republiki Francuskiej) – od jesieni ub. roku już nie ukrywa, że chce całkowitego odebrania państwom UE ich dotychczasowej względnej suwerenności finansowo-podatkowej i budżetowej.

Ten nie tak dawny działacz trockistowskiej Rewolucyjnej Ligi Komunistycznej powiedział w wywiadzie udzielonym portalowi Euractiv, że Unia Europejska powinna położyć kres finansowej suwerenności państw. Głównym narzędziem do osiągnięcia tego celu ma być, w zamyśle tego eurokomunistycznego polityka i szeregu jego towarzyszy z Paryża i Brukseli, utworzenie jednego „wspólnego” budżetu dla wszystkich krajów waluty euro – w unijnej Brukseli.

Moscovici dodał: stworzenie jednego budżetu strefy euro jest absolutnie kluczowe, jeśli chcemy stawić czoła narodowym populistom. Przemawiając zaś trochę później na posiedzeniu Amerykańsko-Europejskiej Izby Handlowej, ten komisarz UE stwierdził, że wspólny budżet krajów waluty euro „ma zlikwidować nierówności społeczne”. Sehr europäisch und kommunistisch!

Z kolei np. jego niemal równie „postępowa” koleżanka z brukselskiego biura politycznego tego swoistego Związku Socjalistycznych Republik Europejskich (czyli tzw. Komisji Europejskiej), tj. tow. Věra Jourová – tzw. komisarz UE ds. sprawiedliwości i równości płciowej (!) – już od kilku miesięcy i całkiem otwarcie postuluje liczne regulacje i ograniczenia swobód dotyczące prasy i innych mediów – tj. nieformalną, ale powszechną w krajach UE cenzurę. Wszystko to oczywiście pod przymusem i groźbą kar. Jakich kar – na razie ta komisarzyca UE jeszcze tego nie oznajmiła.

Ponadto np. francuskojęzyczna i eurokomunistyczna masoneria z Wielkiego Wschodu żąda od władz UE (już co najmniej od roku 2017) „wprowadzenia europejskiego obywatelstwa” – w miejsce dotychczasowych obywatelstw narodowych. Ma to być ponoć „milowy krok” na drodze do stanowienia prawdziwie „europejskiego porządku” na naszym kontynencie.

Kilka lat wcześniej ta sama masoneria z Paryża i Brukseli domagała się pełnego otwarcia granic państw UE dla masowej imigracji z Azji i Afryki – co już niestety dokonało się (z silnym wsparciem rządów w Paryżu, Berlinie i innych). Tego rodzaju „postępowe” postulaty cieszą się już poparciem niemal wszystkich europejskich partii socjalistycznych (z niemiecką SPD i partiami francuskimi na czele), różnych „demokratycznych” i „zielonych”, a także większości chadeckich.

Liechtenstein, Malta i inne małe kraje

Te i inne tendencje do ciągłego ograniczania wolności i własności ludzi, ich rodzin i firm dotyczą przede wszystkim krajów-członków coraz bardziej biurokratycznej i socjalistycznej Unii Europejskiej. Dotyczą też jednak – choć w znacząco mniejszym stopniu – np. Norwegii i Szwajcarii.

Jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu oazami znacznej wolności indywidualnej i gospodarczej w Europie pozostawały: przede wszystkim Księstwo Liechtenstein, Luksemburg i kilka innych małych państw Europy Zachodniej (przynajmniej do czasu praktycznego zniesienia tam lub wielkiego ograniczenia – pod presją władz UE i USA – tradycyjnej tajemnicy bankowej i podatkowej), niektóre kantony Szwajcarii (mające własne przepisy prawne w niektórych dziedzinach) oraz parę wysp i wysepek wokół kontynentalnej Europy, w tym m.in. Malta i Cypr (przede wszystkim Cypr północny – turecki – jeszcze kilka lat temu znacząco bardziej wolnościowy od Cypru greckiego, włączonego do UE – przynajmniej w sferze gospodarczej i podatkowej).

W jakiejś mierze takimi ograniczonymi oazami wolności – przynajmniej na tle innych państw pokomunistycznych włączonych wcześniej do UE – były jeszcze kilka lat temu także np. Czarnogóra i Chorwacja – oczywiście do czasu włączenia Chorwacji do eurokołchozu UE w lipcu 2013 roku i przymuszenia Czarnogóry do rozluźnienia jej tradycyjnych związków z Serbią i wstąpienia na „ścieżkę akcesji” do UE.

Wydaje się jednak, że i w tych małych krajach, i przynajmniej na niektórych wyspach – wskutek rozmaitych presji władz UE, USA i innych wpływów zewnętrznych – indywidualnych swobód i wolności z każdym rokiem i miesiącem ubywa.

Przykładem tego jest m.in. obecna sytuacja w ważnym obszarze finansów: od stycznia roku 2017 wszystkie państwa UE, USA i kilkanaście innych muszą już „automatycznie” wymieniać między sobą informacje o dochodach swoich obywateli i mieszkańców, aby „skuteczniej walczyć z unikaniem płacenia podatków” i „z nielegalnymi przepływami pieniędzy”.

Już doszło do ścisłej i systemowej współpracy urzędów skarbowych i innych aż 51 państw Europy i USA – w kwestii totalnej kontroli płaconych podatków oraz dochodów ludzi i firm, także z dywidend i zysków kapitałowych. Co gorsza, tej obowiązkowej i „automatycznej” wymianie podlegają już wszelkie informacje o przepływach i saldach na bankowych rachunkach milionów ludzi i firm. W latach 2012-2017 nastąpiło więc także już niemal całkowite zdławienie i zablokowanie wieloletnich finansowych i bankowych oaz: księstw Liechtensteinu i Luksemburga, Cypru, a w dużej mierze także Szwajcarii, Austrii oraz kilku minipaństw Europy.

Dobrym przykładem tego złego zjawiska jest m.in. Malta. Od czasu włączenia tego wyspiarskiego, katolickiego i dość zamożnego kraju do Unii Europejskiej (w maju 2004 r.), a szczególnie od czasu wprowadzenia tam waluty euro (w roku 2008), wcześniejszy znaczny rozwój gospodarczy i cywilizacyjny Malty został mocno przyhamowany.

Od roku 2008 panoszy się tam drożyzna artykułów spożywczych, usług gastronomicznych, hotelowych i innych, a rządząca Maltą od roku 2013 lewicowa Labour Party skutecznie wprowadza różne antywolnościowe i antychrześcijańskie regulacje, limity i nakazy władz UE. Od ok. sześciu lat Malta jest już więc szybko „europeizowana” – w najgorszym neokomunistycznym i sodomickim znaczeniu tego terminu. Np. w roku 2014 lewacka prezydentka tego kraju (jeszcze niecałą dekadę temu mocno katolickiego), Marie Coleiro Preca, podpisała ustawę legalizującą związki cywilne między osobami tej samej płci i adopcję dzieci przez pary homoseksualistów.

Rok wcześniej zalegalizowano cywilne rozwody (wcześniej prawnie niedopuszczalne), a w roku 2015 przyjęto kolejne ustawy napisane pod dyktando eurokomuny i międzynarodowego lobby sodomitów-zboczeńców, w tym m.in. legalizację rozpowszechniania pornografii (wcześniej zakazanego). Zlikwidowano też m.in. zapis kodeksu karnego o karalności za popełnienie bluźnierstwa. Z kodeksu karnego usunięto paragrafy zakazujące „obrazy Kościoła katolickiego lub jakiejkolwiek innej religii słowami, obrazami i gestami”. A w lipcu 2017 roku parlament Malty zalegalizował, ponoć niemal jednogłośnie, tzw. małżeństwa pederastów i innych zboczeńców. Lewicowy premier rządu tego kraju, Joseph Muscat, uznał to za „przejaw dojrzałości demokracji” (!).

Korumpowanie społeczeństw „socjalem” i „demokracją”

Na tym maltańskim przykładzie dobrze widać, że terminy „demokracja”, „demokratyczne wartości” czy „demokratyczny ustrój” i im podobne są przez dzisiejszą eurolewicę chyba równie chętnie używane i stosowane w jej propagandzie jak przez dawnych sowieckich komunistów z PPR/PZPR i UB w stopniowo coraz bardziej „demokratycznej” Polsce lat 1945-1956.

Warto przypomnieć, że ówczesna codzienna propaganda władz PRL, MBP, komunistycznej prasy i radia mianem „demokratów” określała działaczy komunistycznej PPR i jej satelickich lewicowych „stronnictw sojuszniczych” (PPS, SL i SD), a budowę komunizmu i panujący ustrój nazywała „ustrojem demokratycznym” bądź „demokracją”.

W obecnej Europie dzieje się bardzo podobnie. Widać więc, że budowa eurokomunizmu niestety ciągle i dość szybko postępuje – przede wszystkim w sferze marksistowskiej „nadbudowy”, tj. języka, terminologii, propagandy mediów czy partii, tzw. kultury, edukacji itd.

Tej budowie eurokomunizmu bardzo sprzyja prawie cała „demokratyczna” retoryka, terminologia i propaganda sił w dzisiejszej Unii Europejskiej dominujących. Sprzyja jej także oczywiście obowiązujący tzw. traktat lizboński UE z roku 2009, bieżące dyrektywy Komisji UE i inne brukselskie rozporządzenia. A także bieżąca polityka gospodarcza, „socjalna”, imigracyjna i inna rządowego Paryża, Berlina, Madrytu i kilkunastu innych rządów – w tym niestety także wszystkich kolejnych rządów w Warszawie.

Tym fatalnym i karygodnym zjawiskom towarzyszy w Europie jednoczesne, na ogół już systemowe korumpowanie społeczeństw rozdawnictwem kolejnych unijnych dotacji, subwencji, krajowych zasiłków, dotacji, „minimalnych pensji” i innych tzw. przywilejów socjalnych – z kieszeni samych podatników, na ogół zupełnie nieświadomych tego, bo już zupełnie skołowanych telewizyjną propagandą rządzących.

Nie tylko na Malcie czy np. we Francji, ale także we wszystkich innych krajach UE. Oto prawdziwie „europejski postęp” – ku nowemu, tym razem już prawdziwie „europejskiemu” i „demokratycznemu” komunizmowi. Oczywiście wszystkie te i inne fatalne dla narodów Europy zjawiska spotykają się z aktywnym wsparciem i uznaniem władz i instytucji Unii Europejskiej – tak bardzo ukochanych przez szczerze im oddanych (od ponad 20 lat) polityków i urzędników: najpierw tych otwarcie eurolewicowych z UD/UW, PSL, SLD i innych rządzących w Polsce od 29 lat eurokomunistów, a później także przez żałosnych i sprzedajnych poputczików, lokajów i klientów eurokomuny z PO, PiS i innych z tzw. zjednoczonej prawicy.

Tomasz Mysłek

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

- Advertisement -
- Advertisement -

Najnowsze

Stanisław Michalkiewicz: Zanim wrócimy do Stalinogrodu

– Panie Piperman, pan już wróciłeś ze szczytu klimatycznego w tym, jakże mu tam, Stalinogrodzie? – Panie Biberglanc, ja widzę, że pan spałeś całe 62...

Korwin-Mikke: Facebook usunął mi wpis. Szerzę „mowę nienawiści”

FaceBook usunął mi wpis – co zresztą jest zamykaniem wrót stajni, gdy konie już wyprowadzono, bo wpis był sprzed dwóch tygodni. Zablokował mi też...

Fakty i mity: Czy kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni?

Kiedy Janusz Korwin-Mikke mówił w ubiegłym roku, podczas debaty o konieczności wyrównywania płac w unioparlamecnie, że kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni dlatego, że są...

Olimpiada kłamców. Wybory wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej

Kampanie wyborcze w demokracjach, to olimpiady kłamców. Wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej i najbardziej przekonująco. Swoje rządy w Warszawie Rafał Trzaskowski rozpoczął od wycofywania się...

Rząd będzie handlował masłem? Prof. Gwiazdowski o socjalistycznych absurdach

Z profesorem Robertem Gwiazdowskim, ekspertem Centrum im. Adama Smitha, rozmawia Rafał Pazio. – W przyszłym roku ma być sporo podwyżek i nowych opłat. Najsłynniejsza to...

Nowa przewodnicząca CDU. Kontynuacja polityki Angeli Merkel

Wydaje się, że delegaci rządzącej w Niemczech partii wybrali nie tylko swoją nową przewodniczącą, ale też przyszłą kandydatkę do stanowiska kanclerza rządu RFN. Wybrali...

Łagodna rewolucja. Narodziny lemingradu

Trudności w opisie bieżącego życia politycznego, niejasnych i impulsywnych sympatii „elektoratu” wynikają po części z tego, że zaczynamy zapominać o PRL-u. Ta kraina zamienia...