5.5 C
Warszawa
sobota, 4 lipca, 2020

Kapryśna pogoda. Wielkanoc w kratkę [PROGNOZA POGODY]

Wreszcie poznaliśmy prognozy pogody na Święta Wielkiej Nocy w Polsce. Cały Wielki Tydzień zapowiada się ciepło i słonecznie, jednak już w lany...

Koniec śledztwa. Brudna prawda ws. powiązań Trumpa z Rosją

Zaktualizowany:

Przez dwa lata prezydent Donald Trump oskarżany był o spiskowanie z Rosjanami w celu wygrania wyborów prezydenckich w 2016 roku. W lewicowych mediach mówiono o tym, że trafi on za to do więzienia. Zakończone w tej sprawie śledztwo musiało wielu bardzo rozczarować.

Prowadzący śledztwo specjalny prokurator Robert Mueller miał być kimś w rodzaju wybawcy dla przeciwników Trumpa. Sprzedawano plakietki i koszulki z jego wizerunkiem, a nawet świeczki wotywne podpisane „Święty Robert Mueller III”. Lewicowe media oraz politycy Partii Demokratycznej z niecierpliwością czekali, aż zakończy on swoje śledztwo i przekaże swój raport Departamentowi Sprawiedliwości.

Praca jego zespołu pochłonęła 25 mln $ (nie było limitu wydatków). Oczekiwania były takie, że wyniki śledztwa posłużą do pozbycia się prezydenta lub choć zdyskredytują go tak bardzo, że przegra on wybory o reelekcję w 2020 roku. Zarzuty serwowane przez polityków z Partii Demokratycznej i lewicowych komentatorów były przecież z grubej rury. Sugerowano nawet zdradę państwa. A tu taka klapa.

Agencje wywiadu rozpowszechniają bezpodstawne zarzuty?

Zachowaniom lewicowych mediów i pokładanym w Muellerze nadziejom trudno się dziwić. W trakcie długich dwóch lat John Brennan, były szef CIA w administracji Obamy, przekonywał podczas swoich wystąpień medialnych, że prezydent zostanie postawiony w stan oskarżenia. W podobnym tonie wypowiadali się kierujący FBI James Comey i jego zastępca Andrew McCabe.

Środowisko wywiadu nakręcało retorykę przypisującą prezydentowi koordynowanie działań z Rosją. Słuchające ich lewicowe media ciągle mówiły o „zaciskającej się pętli” na gardle Trumpa. A jednak gorliwość szefów agencji wywiadu sama okazała się dla nich problematyczna: w trakcie swojej pracy oni sami złamali przepisy. W trakcie śledztwa McCabe okłamał agentów FBI na temat wypuszczania informacji do prasy.

A Comey pogwałcił przepisy Departamentu Sprawiedliwości mające chronić osoby objęte śledztwem (dokładnie Hillary Clinton) poprzez niekomentowanie zarzutów w sytuacji, gdy osoby nie zostają postawione w stan oskarżenia. Podobno przyczyną takiego postępowania jest uniknięcie tworzenia atmosfery negatywnego uprzedzenia do osoby objętej śledztwem, generowanej relacjami medialnymi (np. wśród potencjalnych członków ławy przysięgłych) czy zniesławienia niewinnej osoby. Comey publicznie omawiał dowody przeciwko Hillary Clinton (używanie prywatnego serwera do pracy w Departamencie Stanu), mimo że FBI uznało (choć powinien to zrobić prokurator), że nie postawi jej zarzutów popełnienia przestępstwa. Zarówno Comey, jak i McCabe słusznie stracili swoje stanowiska.

Streszczenie wyników śledztwa

Co będzie dalej, czas pokaże. Na razie z czterostronicowego streszczenia, podanego do wiadomości publicznej przez prokuratora generalnego Williama Barra wynika, że żadnego spiskowania u Trumpa nie było. Z pracy 19 prawników z ekipy Muellera i około 40 pracujących dla niego agentów FBI wynikło, że nie było go ani w sztabie prezydenta, ani wśród jego najbliższych współpracowników.

Choć podobno co do utrudniania działania wymiaru sprawiedliwości w swoim 400-stronicowym raporcie Mueller nie wypowiedział się aż tak jednoznacznie, nie zdecydował się na postawienie w stan oskarżenia ani synów Trumpa, ani jego zięcia czy jego samego. Prezydent przyjął takie zakończenie sprawy z nieukrywaną radością.

Zaraz po tym napisał na Twitterze kilka słów: „Dzień dobry. I życzę miłego dnia”. Po czym powtórzył swoje hasło wyborcze: „Uczyńmy na nowo Amerykę wspaniałą”. Zapytany o zakończone śledztwo Muellera na konferencji prasowej powiedział: „Chcę wam powiedzieć, że Ameryka to najwspanialszy kraj na ziemi. Najwspanialszy kraj na ziemi”.

Cały raport utajniony

Tak więc nadzieje Demokratów okazały się płonne. I na razie tak pozostanie, choćby – po pierwsze – ze względów formalnych: cały raport pozostaje niejawny. Jest tak dlatego, że jak wyjaśnia konserwatywny „Washington Examiner” („WE”), nie można go upubliczniać w całości – dotyczy on przecież osób, którym nie postawiono zarzutów.

Jednak lewicowe media podają (bez podania konkretnego źródła), że ekipa Muellera nie jest zadowolona ze streszczenia podanego do wiadomości publicznej przez Barra, bo w raporcie mają być niepokojące dla Trumpa informacje. Nie wiadomo, czy to marzenia ściętej głowy, czy coś w tym jest. Więcej szczegółów raportu nie zostanie ujawnionych szybko, bo – jak tłumaczy strona rządowa – zawiera on również detale operacji kontrwywiadu, która pozostaje objęta tajemnicą państwową i jej całościowe upublicznienie byłoby nielegalne.

Przeciwnicy prezydenta Trumpa nie mogą pogodzić się też z kwestiami formalnymi i proceduralnymi i próbują to wymusić sądownie. Jak wyjaśnia „WE”, choć w nazwie stanowiska Muellera jest przymiotnik „specjalny”, jest on tylko zwykłym prokuratorem, pracującym dla Departamentu Sprawiedliwości. Jedyną różnicą pomiędzy nim a tysiącem innych prokuratorów jest to, że odpowiada on bezpośrednio przed prokuratorem generalnym. Jego wybór nie był zatwierdzony w Senacie i nie jest w swoich działaniach niezależny. I nie może działać w niezgodzie z procedurami i swoimi uprawnieniami.

Oskarżeni w trakcie śledztwa

„WE” przypomniał, że w trakcie śledztwa w sprawie domniemanej zmowy pomiędzy sztabem Trumpa a stroną rosyjską Mueller wcześniej postawił w stan oskarżenia różne osoby z otoczenia Trumpa. Wśród nich byli: Michael Flynn, Paul Manafort, Richard Gates, George Papadopoulos, Michael Cohen, Roger Stone, Alex van der Zwaan i Konstantin Kilimnik.

O tych wszystkich sprawach amerykańskie media dawno szeroko informowały. Przypomnijmy, że Manaford i Gates płacą za nieodpowiednio zgłoszone związki z ukraińskimi politykami i oligarchami powiązanymi z Rosją. Holenderski prawnik Alex van der Zwaan, pracujący dla władz Ukrainy, przyznał się do nieprawdziwych zeznań, spędził 30 dni w więzieniu, zapłacił 20 tys. $ i został deportowany do kraju.

Kilimnik, pracujący dla Manaforta jako tłumacz, został oskarżony o utrudnianie pracy wymiaru sprawiedliwości. Cohen przyznał się do mówienia nieprawdy w Kongresie na temat długości negocjacji dotyczących budowy Trump Tower w Moskwie i pogwałcenia przepisów regulujących kampanie (płacenie za milczenie kobiet, które chciały upublicznić swoje stosunki z Trumpem sprzed dekady).

Został już skazany na trzy lata więzienia. Jak przypomina „WE”, Papadopoulos spotykał się z różnymi Rosjanami podającymi się za bliskich współpracowników Putina i miał pracować nad zorganizowaniem spotkania pomiędzy Putinem a Trumpem. Przyznał się jednak tylko do okłamania FBI w sprawie daty spotkania.

Nawet Stone’owi, który miał kontakt z Julianem Assange’em z WikiLeaks, gdzie wypuszczono kompromitujące dla Hilary Clinton zhakowane materiały, nie zarzucono niczego specjalnie poważnego. W jego przypadku Mueller nie mówił o udziale w spisku czy szpiegostwie, tylko znowu postawił mu zarzut kłamstwa, utrudniania procesu i manipulowania świadkiem.

Rosjanie przeciw Trumpowi

Dodatkowo Mueller postawił w stan oskarżenia 25 Rosjan (pracowników rosyjskiego wywiadu, hakerów), ale ci prawdopodobnie za nic nigdy nie zostaną ukarani. Przebywają na terytorium Rosji i nigdy nie staną przed amerykańskim wymiarem sprawiedliwości. Dodatkowa osoba – Richard Pinedo – musi zmierzyć się z zarzutem udzielenia pomocy Rosjanom poprzez stworzenie dla nich fałszywych tożsamości.

Jak jednak podkreśla „WE”, żadna z tych osób z obywatelstwem rosyjskim nie miała niczego wspólnego z rzekomym spiskiem Trumpa i Rosji podczas wyborów prezydenckich w 2016 roku. Dodatkowo osoby zaangażowane w cyberoperację nie miały zupełnie nic wspólnego z Trumpem i czasami działały nawet przeciwko niemu. To kolejny przyczynek do tego, aby przestać oskarżać Trumpa o koordynowanie działań ze stroną rosyjską.

Rosyjska cyberoperacja nie do udowodnienia?

Co więc wiadomo o działaniach Rosji? Z analizy czterostronicowego raportu Barra przeprowadzonej przez konserwatywnego komentatora Bena Shapiro wynika, że Rosjanie włamali się do serwerów Narodowego Komitetu Partii Demokratycznej. Jednak z ustaleń Muellera wynikło, że żaden Amerykanin nie pomagał w tej cyberoperacji prowadzonej przez rosyjski wywiad. Dodatkowo – jak zauważył „WE” przed zakończeniem śledztwa przez Muellera – udowodnienie, że Moskwa stała za tym, byłoby bardzo trudne w procesie kryminalnym.

Jest tak choćby dlatego, że FBI (kierowana przez Jamesa Comeya) nigdy nie miała w swoim posiadaniu serwerów ani nie próbowała ich zdobyć od kierownictwa Partii Demokratycznej. Z jakiegoś powodu FBI nie przejęła potencjalnego dowodu przestępstwa i uznała ustalenia analizy prywatnej firmy CrowdStrike, powiązanej z Demokratami. Jak wyjaśnia „WE”, w procesie karnym ta proceduralna wpadka zostałaby wykorzystana przez obronę strony oskarżonej. A bez świadków przestępstwa nie dałoby się niczego udowodnić. Wiadomo oczywiście, że wywiad obcych państw działa w USA.

Nielegalne podsłuchiwanie opozycji?

Z perspektywy amerykańskiego wyborcy bardziej istotna jest inna kwestia: działań amerykańskich agencji wywiadu (wobec obywateli amerykańskich). Coraz bardziej jasne staje się, że kontrwywiad FBI został wykorzystany do inwigilacji opozycji, czyli śledzenia członków sztabu Trumpa, zanim objął on swoje stanowisko.

Takie stanowisko przedstawia komentator Mark Levin, który od dawna mówił wprost o szpiegowaniu środowiska Trumpa i nadużywaniu władzy przez administrację Obamy. Levin analizował artykuły w lewicowych mediach, aby udowodnić, że wynika z nich jasno, iż doszło do inwigilacji ludzi Trumpa. Na tym etapie nie wiadomo, czy założono podsłuchy w Trump Tower, gdzie mieściła się siedziba sztabu obecnego prezydenta, czy obserwowano go przy pomocy innych technologii.

Tak czy inaczej, Levin mówi o „cichym zamachu stanu” (silent coup), „skandalu wieku”, „gorszym niż Watergate”. Konserwatywny publicysta Ben Shapiro jest w swojej ocenie bardziej powściągliwy. Według niego, trudno powiedzieć, czy była to nielegalna operacja agencji wywiadu, czy po prostu głupota kilku członków agencji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo narodowe, których działaniami kierowała nienawiść do Trumpa. Za to republikański senator Rand Paul, niegdyś rywal Trumpa w wyborach prezydenckich, a obecnie jego sojusznik, w swojej interpretacji wydarzeń poszedł jeszcze dalej.

Spisek przeciwko legalnie wybranemu prezydentowi?

Paul powiedział w Fox News, że według jego źródeł, agencje wywiadu w administracji Obamy, kierowane przez Johna Brennana (CIA), Jamesa Clappera (dyrektora National Intelligence) i Jamesa Comeya (FBI), próbowały zdyskredytować obecnie sprawującego władzę prezydenta. Jak tłumaczył, od miesięcy były sfrustrowane swoją niemocą upublicznienia słynnej teczki z hakami na Trumpa (tzw. rosyjskie dossier).

Teczka ta została przygotowana prywatnymi siłami – przez byłego brytyjskiego agenta Christophera Steele’a (z wojskowego wywiadu MI6), dla prywatnej firmy Fusion GPS, na zamówienie Partii Demokratycznej. Zawierała ona tak skandaliczne i nieweryfikowalne stwierdzenia, że amerykańskie media odmówiły jej publikacji. Treść tego „dokumentu” pojawiała się w internecie za sprawą Buzzfeed oraz została wykorzystana w tajnym sądzie (FISA court) do uzyskania zgody na podsłuchanie obywatela USA – Cartera Page’a, doradcy Trumpa.

Warto dodać, że sąd nie został poinformowany, że podstawą sprawy była teczka wyprodukowana i opłacona przez Partię Demokratyczną, zaś występujący o zgodę na podsłuch James Comey z FBI o tym wiedział. Ponieważ agencjom wywiadu nie udało się upublicznić i nagłośnić kompromitującej dla Trumpa teczki – jak twierdzi Paul – dlatego wysłały one do sztabu Trumpa szpiegów, aby zastawić na niego pułapkę.

Chodziło o uzyskanie potwierdzenia, że pracują oni z Rosjanami, czego znowu nie udało się uzyskać. Wtedy raport został podany Obamie, który poinformował o nim Trumpa. Teczka ta trafiła w ręce senatora Johna McCaina, zażartego wroga obecnego prezydenta, do dalszej kolportacji. W ten sposób niesprawdzone materiały wytworzone na zlecenie Partii Demokratycznej krążyły w kółko.

Paul wspomniał, że na krótko przed zakończeniem kadencji Obamy jego administracja podjęła szybkie kroki, aby „teczka na Trumpa” trafiła do każdej możliwej agencji wywiadu, a potem do mediów (poprzez sterowane przecieki). Chodziło o jak najszersze ulokowanie – po to, aby móc powiedzieć w sądzie FISA, że pojawiają się historie w mediach, które FBI musi przeanalizować. I tak w kółko: od FBI do mediów i z powrotem do FBI.

Rozmiarów potencjalnego spisku w agencjach wywiadu być może nigdy do końca nie poznamy. Niedawno stał się jasny również jego potencjalny element w Departamencie Sprawiedliwości Obamy (bezpośrednio mu podlegającym oczywiście). Z ujawnionych w połowie marca tego roku przesłuchań Bruce’a Ohra, zastępcy prokuratora generalnego, wynika, że on sam kontaktował się z byłym agentem Steele’em, a jego żona Nellie Ohr pracowała dla Fusion GPS nad teczką z hakami na Trumpa.

Paul sugeruje, że Obama i szefowie jego agencji wywiadu powinni zostać w tej sprawie przesłuchani przez Kongres. Ostateczne pytanie, które pojawia się w tym kontekście, jest takie: czy agencje wywiadu, które podlegają prezydentowi i działają na jego rzecz dla zapewnienia bezpieczeństwa kraju, działały de facto przeciwko Trumpowi już w trakcie jego kadencji.

Jak wyjaśnia „WE”, to przecież rolą prezydenta jest zapewnienie bezpieczeństwa narodowego. To on ustala priorytet agencji wywiadu (a nie FBI), a operacje kontrwywiadu prowadzone są na jego rzecz i za jego zgodą (Trump, gdyby chciał, mógłby je nawet zamknąć, czego nigdy nie zrobił). Być może stało się tak, że agencje wywiadu, zamiast oszacować zagrożenia dla państwa ze strony obcych sił, jako swój priorytet ustaliły zwalczanie kandydata (i być może nawet już prezydenta) Trumpa.

Natalia Duelholm

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

- Advertisement -
- Advertisement -

Najnowsze

Stanisław Michalkiewicz: Zanim wrócimy do Stalinogrodu

– Panie Piperman, pan już wróciłeś ze szczytu klimatycznego w tym, jakże mu tam, Stalinogrodzie? – Panie Biberglanc, ja widzę, że pan spałeś całe 62...

Korwin-Mikke: Facebook usunął mi wpis. Szerzę „mowę nienawiści”

FaceBook usunął mi wpis – co zresztą jest zamykaniem wrót stajni, gdy konie już wyprowadzono, bo wpis był sprzed dwóch tygodni. Zablokował mi też...

Fakty i mity: Czy kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni?

Kiedy Janusz Korwin-Mikke mówił w ubiegłym roku, podczas debaty o konieczności wyrównywania płac w unioparlamecnie, że kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni dlatego, że są...

Olimpiada kłamców. Wybory wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej

Kampanie wyborcze w demokracjach, to olimpiady kłamców. Wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej i najbardziej przekonująco. Swoje rządy w Warszawie Rafał Trzaskowski rozpoczął od wycofywania się...

Rząd będzie handlował masłem? Prof. Gwiazdowski o socjalistycznych absurdach

Z profesorem Robertem Gwiazdowskim, ekspertem Centrum im. Adama Smitha, rozmawia Rafał Pazio. – W przyszłym roku ma być sporo podwyżek i nowych opłat. Najsłynniejsza to...

Nowa przewodnicząca CDU. Kontynuacja polityki Angeli Merkel

Wydaje się, że delegaci rządzącej w Niemczech partii wybrali nie tylko swoją nową przewodniczącą, ale też przyszłą kandydatkę do stanowiska kanclerza rządu RFN. Wybrali...

Łagodna rewolucja. Narodziny lemingradu

Trudności w opisie bieżącego życia politycznego, niejasnych i impulsywnych sympatii „elektoratu” wynikają po części z tego, że zaczynamy zapominać o PRL-u. Ta kraina zamienia...