5.5 C
Warszawa
niedziela, 27 września, 2020

Kapryśna pogoda. Wielkanoc w kratkę [PROGNOZA POGODY]

Wreszcie poznaliśmy prognozy pogody na Święta Wielkiej Nocy w Polsce. Cały Wielki Tydzień zapowiada się ciepło i słonecznie, jednak już w lany...

Łagodna rewolucja. Narodziny lemingradu

Trudności w opisie bieżącego życia politycznego, niejasnych i impulsywnych sympatii „elektoratu” wynikają po części z tego, że zaczynamy zapominać o PRL-u. Ta kraina zamienia się powoli w Atlantydę i niknie w oceanie czasu. Trudno doszukać się wnikliwych analiz gospodarki, polityki i kultury PRL-u. A reżim ten kształtował Polskę i Polaków przez ponad 40 lat. Zniknął, pozostawiając ukryte podglebie, na którym rosną, niestety, następne pokolenia.

W krainie PRL-u nastąpiła najbardziej gwałtowna zmiana społeczna w historii Polski. Kilkanaście milionów ludzi zmieniło swój byt z rustykalnego od pokoleń na industrialny i miejski. Oczywiście taka zmiana musiała nastąpić niezależnie od ustroju. Ale w tym przypadku związała się z intensywną i niejako automatyczną indoktrynacją owych migrantów. Propaganda wskazywała na poprawę warunków bytowych, jaką dała „władza ludowa” – i chociaż ludzie przyjmowali to z dystansem, jednak mitologia lewicowa sączyła się niepowstrzymanie, a jej osad pozostał w podświadomości.

„Rewolucja łagodna”

Człowieka tutejszego nie da się kształtować poprzez walenie ideologiczną pałką w łeb. Co inteligentniejsi instalatorzy komuny zrozumieli to natychmiast po przejęciu władzy. W efekcie stworzono politykę kulturalną, która odniosła, z punktu widzenia partyjnych ideologów, trwały sukces.

W dużym skrócie można ten kurs przypisać takim osobnikom jak Jerzy Borejsza – przedwojenny anarchista nawrócony na komunizm, postać dziwna i niejednoznaczna, jeden z niewielu, obok Karola Kuryluka, którzy potrafili utrzymać względnie niezależną pozycję (być może dzięki jakiejś „wyższej” zależności). W krótkim czasie (do śmierci w 1952 r.) trząsł życiem kulturalnym i animował niezliczone przedsięwzięcia – od spółdzielni „Czytelnik” do sławetnego „Kongresu Intelektualistów na rzecz Pokoju” we Wrocławiu.

Zaraz po wojnie podał założenia swojej taktyki propagandowej w artykule „Rewolucja łagodna”. Za myśl przewodnią jego działalności można uznać przekonanie, że ideologia powinna podążać za oświatą, być w jakiś sposób do niej doczepiona. Może naprawdę wierzył w to, że człowiek oświecony musi zostać lewicowcem. Demolewica usiłuje dziś podtrzymywać legendę o tym, jakoby Borejsza, „liberalny” demokrata (zaraz się okaże prekursorem Unii Europejskiej) został zniszczony przez stalinowców.

Podobno rzeczywiście żył w poczuciu zagrożenia, ale wiązało się to raczej z jego fascynacją hiszpańską wojną domową i publikacjami na ten temat. Po 1956 roku nastąpił powrót do taktyki Borejszy, utrzymywanej niezłomnie aż do „Okrągłego Stołu”!

Lewica oświecona i nowoczesna

Główną wytyczną w tej taktyce było, że adresatem polityki kulturalnej powinna być przede wszystkim młoda „inteligencja pracująca”, dziś nazywana wykształciuchami. To ją należało skaptować i „oduraczyć”. Nie można było tego dokonać na poziomie zwykłej propagandy politycznej. Trzeba było wskazać, że istnieje nieco wyższe piętro wiedzy, wtajemniczenia.

Dlatego starano się inspirować taki nurt literatury i sztuki, który nazywano „ambitnym” lub zaangażowanym, opisujący złożoność rzeczywistości i korzystający z wyrafinowanych środków stylistycznych, które skutecznie ukryją ideologiczne przesłanie dzieła. Umiejętnie rozbudzany snobizm intelektualny miał zachęcać do konsumpcji tych produktów.

W 1974 roku Julian Kornhauser i Adam Zagajewski opublikowali zbiór esejów pt. „Świat nieprzedstawiony”. Książka zdobyła rozgłos w środowisku literackim, ponieważ wśród komplementów wobec polskiej czołówki poetyckiej zawiera też krytykę za zbytnią aluzyjność, asekurancki historyzm i bujanie w obłokach.

Autorzy domagają się nowego realizmu: „Literatura zajmująca się rzeczywistością okazuje tym samym solidarność z człowiekiem, okazuje szacunek swym współczesnym, szacunek polegający na uznaniu, że nie ma nic innego poza ludzką doraźnością, poza światem ludzi żyjących w codzienności i że z codzienności wyrastają wszystkie tragiczne konflikty.

Problem tej solidarności literatury z człowiekiem przypomina dylemat teologii — jak związać religię z powszedniością, z duchem współczesności, tak bardzo areligijnym (…). Głównym zadaniem, które czeka na intelektualistów, jest coraz lepsze rozumienie tego, czym jest socjalizm. Bez takiej pracy, zwróconej nie na historię filozofii marksistowskiej, ale na jej współczesność i jej życie, odnowa nie powiedzie się, nie nabierze trwałych kształtów intelektualnych i organizacyjnych. Budowanie nowych form życia, nowych stosunków międzyludzkich nie może się odbyć bez udziału kultury, bez udziału literatury i filozofii”.

Dziś odbiera się to jako ględzenie typowe dla epoki „drugiej Polski”, ale pamiętam, że wówczas mętnia tej książeczki zaskakiwała, bo wołając o konkret, nie zawiera zupełnie konkretów. Co właściwie mieliby zrobić literaci, by zadowolić autorów? Sami autorzy wybierają się do matrixa, świata tak dogłębnego sublimatu rzeczywistości, że bieżące zagadnienia życia publicznego stają się śmiesznie błahe.

O to właśnie chodziło w duraczeniu „łagodnych rewolucjonistów”. W książce o „świecie nieprzedstawionym” nie pada ani razu słowo „cenzura”! Ostatnie zdanie może być mottem: „Demaskowanie dzisiejszej obłudy i dzisiejszego rozdarcia stwarza warunki dla wolnej od obłudy rzeczywistości kulturalnej i społecznej. Jest programem sztuki socjalistycznej”. Komentarz zbędny.

Jednocześnie propagandowa krytyka artystyczna podsycała pogardę dla sztuki i kultury popularnej oraz masowej rozrywki. Najlepszym przykładem są filmy Stanisława Barei, które wyśmiewano z powodu ich prymitywizmu i słabości artystycznej. „Łagodna rewolucja” brzydziła się przerysowaniami skeczów, ich chamską ekspresją.

Ceniono usypiające sączenie treści, zrównoważoną impresyjność, logiczną i zwartą dramaturgię jako wyraz autorytetu od czasów starożytnych. Piosenka „chodnikowa” i prowincjonalne festiwale, płyty tłoczone na pocztówkach, artyści w rodzaju Janusza Laskowskiego czy „Tercetu egzotycznego”, wreszcie powieści Tyrmanda czy Joe Alexa – tego typu zjawiska zostały niemal zepchnięte do podziemia.

Kornhauser z Zagajewskim o masowej rozrywce PRL-u: „Gdy milczą filozofowie, mówi kultura masowa. W glorii herosów chodzą bohaterowie »Polski zdziecinniałej«, artyści obłudy i złego sumienia. Sztuka jest taka, jaka jest etyka. Takie jest tło, społeczne i kulturalne, wystąpienia nowej generacji, która swoje zadania uświadamiała sobie w latach 1968-1970”.

Niepisana umowa

Rozmowa decydenta z literatem, reżyserem teatralnym czy filmowym, kiedy już socrealizm wyrzucono na śmietnik, mogła przebiegać w ten sposób: „Znamy, towarzyszu, wasz talent. Dostaniecie wszelkie środki do pracy i pozostawimy wam całkowicie wolną rękę co do waszych koncepcji. Ale są dwa warunki: utwór musi mieć odpowiedni poziom – nie możemy dopuścić, by partię kompromitowały jakieś chałtury.

Po drugie – nie możecie naruszać naszych sojuszy i pryncypiów. Jakich – dobrze wiecie. Jesteście człowiekiem lewicy, więc zachowujcie się jak człowiek lewicy”. I twórcy skwapliwie łyknęli tę ofertę. Joanna Siedlecka wykorzystała esbeckie papiery, by udokumentować bagno, w jakim PRL pogrążył świat literacki i artystyczny. Ale to tylko jedna strona medalu. Na co dzień luminarzom kultury żyło się niezgorzej i bynajmniej nie drżeli w nerwówce, osaczeni przez agentów, sekretarzy i cenzorów.

Władza podjęła ryzyko, które się opłaciło. Trudno bowiem zakwestionować sztukę po prostu dobrą i twórczo wykorzystującą właściwe sobie środki, niezależnie od przesłania, jakie niesie. W efekcie powstał dobry teatr, film, plastyka, poezja, nie mówiąc już o osiągnięciach muzycznych. Stały się doskonałym nośnikiem ideologii i propagandy PRL-u także za granicą.

Dodatkowym wsparciem był np. fakt, że najwybitniejsi filmowcy zachodni, których dzieła propagowano, jak Fellini czy Buñuel, byli regularnymi komunistami. Wydawano i nagłaśniano książki głównie lewicowych pisarzy zachodnich – krytyków i kontestatorów systemu – ciekawe literacko, nagradzane Noblem. Wokół takich komunistów jak Julio Cortázar rozpętano wręcz ekstatyczne uwielbienie.

To miało stworzyć wrażenie, że wszystko, co wartościowe w światowej sztuce i literaturze, jest lewicowe. Jednocześnie co najmniej tolerowano fascynację zachodnim, kontestacyjnym rockiem i aprobowano rodzime podróbki. Młodzież obnosiła się z tranzystorami nastawionymi na Radio Luksemburg i nikogo z tego powodu nie szykanowano – wbrew legendzie o tym, jak ciężka była dola rockmanów nawet w latach siedemdziesiątych.

Świeczka i ogarek

O taktyce „łagodnej rewolucji” po stalinizmie świadczą postacie takich ministrów kultury jak Kuryluk, szybko wyrzucony przez Gomułkę za zbyt śmiały flirt z Zachodem, Lucjan Motyka czy Józef Tejchma, uważani za partyjnych liberałów. Ten ostatni ustąpił dopiero, kiedy partyjny beton zareagował alergicznie na „Człowieka z marmuru” Wajdy.

To sztandarowe dzieło perswazyjnego nurtu propagandy komunistycznej pod hasłem „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”. Za cenę krytyki stalinizmu przemycało apologię gierkowskiego PRL-u jako zreformowanego i światłego socjalizmu „realnego”, walczącego ze złogami dawnych wypaczeń, skutkującymi konformizmem i cynizmem. Za sprawą tchórzliwych karierowiczów trąd zakradł się do pałacu sprawiedliwości.

Cała „polska szkoła filmowa”, a następnie „kino moralnego niepokoju” są zresztą wynikiem takiej taktyki, a postać Andrzeja Wajdy była wręcz dla niej symboliczna. Dzięki brawurowym metaforom i plastyczności obrazu osiągał on ideał Borejszowego stylu.

Z tym, że zadaniem „polskiej szkoły” było przewartościowanie historii z marksistowskiego punktu widzenia, zaś „moralnego niepokoju” – wykrywanie kulturowych przyczyn bieżących porażek systemu, niszczącego wpływu „polactwa” na „realny socjalizm”. Twórczość ta zasługuje niewątpliwie na wnikliwą analizę socjotechniczną, a wpływu Wajdy na dwa pokolenia twórców i ich „wykształciuchów” nie da się przecenić. Władza miała tego świadomość.

W trakcie zajęć w studium scenariuszowym przy PRF Zespołach Filmowych w latach osiemdziesiątych zapytaliśmy dyrektora tej placówki, co będzie z panem Wajdą („Człowiek z żelaza” już zalegał głęboko na półkach). „A co ma być?” – odpowiedział. „Andrzej Wajda robił filmy, robi filmy i zawsze będzie robił filmy”. Nie chodziło tu o robienie filmów gdziekolwiek. Radykalne wypchnięcie Wajdy za granicę byłoby szkodliwe, a nawet niebezpieczne. Co ciekawe, niezły obraz „Danton”, zrobiony wtedy we Francji, który w Polsce się podobał, u Francuzów nie wzbudził uznania. Prezydent Mitterrand podobno powiedział po obejrzeniu: „To są problemy pana Wajdy”.

Narodziny lemingradu

Zarówno reżyser ten, jak i wszyscy czołowi twórcy kultury starali się zawsze wykazać, że są na wyższym piętrze – ponad polityką, a nawet ponad ideologią komunistyczną i ponad głowami władców, skąd mogą puszczać oko do publiczności. Że reprezentują rafinadę intelektualną oraz szczere dążenie do prawdy i moralną wrażliwość. Ale przede wszystkim – że są „nowocześni” na wzór zachodni. Być może oznaczało to po prostu popłuczyny po szkole frankfurckiej i teorii krytycznej.

Pozornie obojętne politycznie tematy, podane w atrakcyjnej formie, przenikał charakterystyczny dla lewicy styl myślenia i interpretacji zdarzeń. W sposób wręcz wyzywający omijano komunistycznych „świętych”, choć ich życiorysy nadawały się do widowiskowego kina – jak Waryński, Kasprzak, Róża Luksemburg czy Dzierżyński, którego pomnik ciągle tkwił w centrum Warszawy.

Na takie miny udało się wpuścić tylko Wandę Jakubowską, co „samego jeszcze znała Stalina” – jak by powiedział red. Michalkiewicz. To też zostało docenione przez „nowoczesnych”, którzy pojęli, że medialni luminarze oraz ich władcy są po cichu z nimi. Okazało się to niezwykle skuteczne.

Odpowiednio urobiona formacja lemingów musiała po 1989 roku odczuć frustrację. Nie było już nikogo, kto decydował o treściach i pieniądzach, z kim można było się układać; nikogo, kto by trzymał motłoch na wodzy. Nie było dawnego Teatru Telewizji ani filmowych „konfrontacji”, dawnego Wajdy ani Felliniego, Becketta, Mrożka, ani Szajny, ani nawet Gałczyńskiego.

Na głębokie aluzje nikt już nie wybulał. Wybulał natomiast na prostackie okładanie się inwektywami przed kamerą, rubaszne rechoty, chamską erotykę, drewnianą mowę, „oblewanie się szampanem w Zakopanem”. Zamiast wyrobionych i sprytnych sekretarzy, po uszy wypełnionych realizmem, przyszli „politycy” z solidarnościowej łapanki, nieporadni językowo, nieudolni nawet w skrywaniu swej obłudy, jednego dnia fotografujący się na klęczkach w katedrze, a następnego „opluwający prędkimi stychami” swoich przeciwników.

Propaganda polityczna – niezależnie od stronnictwa – zmieniła wektor; adresatami stali się ludzie pozbawieni zdolności krytycznego myślenia, o zawężonych horyzontach, bo ci są najliczniejsi w „elektoracie”. Nie ma już mowy o finezji, dwuznaczności czy „budujących” wątkach. Przekaz stał się prymitywny. Inteligencja „wykształciuchów”, mimo że mierna, i tak czuje się obrażana. Populiści wybrali się z kijem na gruchy, nie tylko miejscowe, ale – o zgrozo! – europejskie.

A wykształciuchom powiedzieli: „jesteście niepotrzebni, was już nie ma; jak się nie podoba, to przełączcie kanał”. Reakcja szybko nastąpiła; słabą stroną w obecnych warunkach dopuszczalności skrajnego hejtu okazało się sacrum religijne. Na jego naruszenie nie da się odpowiedzieć tą samą monetą, bo przeciwna strona nie ma żadnego sacrum.

Dlatego pojawiły się tak agresywne prowokacje jak „Klątwa” czy „Kler”. Nie chodzi w nich wcale o religię czy Kościół, lecz o to, by przeciwnika odrzeć z godności i sprowokować do represji. PRL-owska magma okazała się trwalsza niż przypuszczano. Właśnie bierze rewanż.

Zygmunt Jazukiewicz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

- Advertisement -
- Advertisement -

Najnowsze

Stanisław Michalkiewicz: Zanim wrócimy do Stalinogrodu

– Panie Piperman, pan już wróciłeś ze szczytu klimatycznego w tym, jakże mu tam, Stalinogrodzie? – Panie Biberglanc, ja widzę, że pan spałeś całe 62...

Korwin-Mikke: Facebook usunął mi wpis. Szerzę „mowę nienawiści”

FaceBook usunął mi wpis – co zresztą jest zamykaniem wrót stajni, gdy konie już wyprowadzono, bo wpis był sprzed dwóch tygodni. Zablokował mi też...

Fakty i mity: Czy kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni?

Kiedy Janusz Korwin-Mikke mówił w ubiegłym roku, podczas debaty o konieczności wyrównywania płac w unioparlamecnie, że kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni dlatego, że są...

Olimpiada kłamców. Wybory wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej

Kampanie wyborcze w demokracjach, to olimpiady kłamców. Wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej i najbardziej przekonująco. Swoje rządy w Warszawie Rafał Trzaskowski rozpoczął od wycofywania się...

Rząd będzie handlował masłem? Prof. Gwiazdowski o socjalistycznych absurdach

Z profesorem Robertem Gwiazdowskim, ekspertem Centrum im. Adama Smitha, rozmawia Rafał Pazio. – W przyszłym roku ma być sporo podwyżek i nowych opłat. Najsłynniejsza to...

Nowa przewodnicząca CDU. Kontynuacja polityki Angeli Merkel

Wydaje się, że delegaci rządzącej w Niemczech partii wybrali nie tylko swoją nową przewodniczącą, ale też przyszłą kandydatkę do stanowiska kanclerza rządu RFN. Wybrali...

Łagodna rewolucja. Narodziny lemingradu

Trudności w opisie bieżącego życia politycznego, niejasnych i impulsywnych sympatii „elektoratu” wynikają po części z tego, że zaczynamy zapominać o PRL-u. Ta kraina zamienia...