5.5 C
Warszawa
sobota, 26 września, 2020

Kapryśna pogoda. Wielkanoc w kratkę [PROGNOZA POGODY]

Wreszcie poznaliśmy prognozy pogody na Święta Wielkiej Nocy w Polsce. Cały Wielki Tydzień zapowiada się ciepło i słonecznie, jednak już w lany...

Marek Jan Chodakiewicz: Jan Tomasz Gross i jego akolici, czyli szkoła neostalinowska

Zaktualizowany:

Jan Tomasz Gross i jego akolici, czyli szkoła neostalinowska – jak to nazwał profesor John Radziłowski – wyznają „metodologię” afirmacyjną. Na dłuższą metę jest to w istocie część składowa lewackiej ideologii – urągającej logice, a mającej służyć do negowania prawdy, dekonstruowania modelu przeszłości opartego na logocentryzmie i empiryzmie, a zastąpienia go systemem wiodącym wprost do zdobycia rządu dusz poprzez zohydzenie tradycyjnego modelu historii i zastąpienie go groteskowo-makabrycznym obrazem wywołującym u indoktrynowanej publiczności wstręt i wymioty oraz odrzucenie własnej spuścizny historycznej. W Polsce to zjawisko znane jest jako pedagogika wstydu.

W teorii – na krótki dystans – „metodologia” afirmacyjna oznacza uprzywilejowanie przekazów ustnych pochodzących jedynie od świadków żydowskich. Takie swoiste kryterium etnonacjonalistyczne. Zanim zatrzymamy się na tym postulacie, zastanówmy się nad wartością historii mówionej.

Stawiano bowiem zarzuty, że uprzywilejowanie przekazu ustnego urąga tradycyjnej metodologii logocentrycznej i empirycznej. A ta nakazuje zapoznanie się ze wszelkimi dostępnymi dowodami. Zasadą pracy specjalisty w zakresie tzw. nauk społecznych – historyka, politologa czy socjologa – jest sprawdzanie i weryfikacja wszelkich materiałów i dokumentów (checking and crosschecking). Stosuje się wiele kryteriów. Po pierwsze, dyskryminuje się przekaz według relatywnej pozycji przekazującego. Czy był świadkiem bezpośrednim? Czy był w ogóle na miejscu wydarzeń? Czy widział to, co opisuje, czy też jego przekaz pochodzi z drugiej lub z trzeciej ręki? W „metodologii” afirmacyjnej nie widać śladów takiego dociekania.

Po wtóre – zwykle wcześniejsze świadectwa są preferowane od późniejszych. Na przykład o wybuchu I wojny raczej wolimy czytać w przekazie z 1914 roku niż z 2014. Chociaż nie zawsze tak jest. Okoliczności wcześniejsze mogły bowiem dyktować klimat wrogi w stosunku do zasady wolności słowa. I relacje czy raporty wytworzone w takim klimacie są sparaliżowane strachem oraz przepojone zatrutą Ezopową esencją, pełną barokowych aluzji czy wręcz sztywniackich formuł i wymownych przemilczeń, których osoby nie znające kontekstu historycznego nie pojmują.

W każdym razie aby obrabiać ten ugór metodologiczny, trzeba być wszechstronnie przygotowanym. Po prostu trzeba opanować ducha dawnych czasów; potrafić rozróżniać między rozmaitymi świadectwami.

Uprzywilejowanie świadectw żydowskich

Innym zarzutem wobec „metodologii” afirmatywnej jest uprzywilejowanie świadectw żydowskich wobec innych. To jest po części prawda. O tym za chwilę. W tej chwili skupmy się na zwyczaju przypisywania kolektywistycznie zła czy dobra jakiejś szeroko określonej grupie. Dla szkoły neostalinowskiej taką grupą posiadającą wszystkie atrybuty dobra i prawdy są Żydzi. To jest naturalnie bzdura. Żydzi to ludzie, a więc są i dobrzy, i źli. Jest poważnym błędem metodologicznym uprzywilejowanie zeznań członków społeczności żydowskiej.

Z taką dętą metodologią załatwił się zresztą już dawno temu Ludwig von Mises w swojej pracy „Sozialismus”. Żydowskiego zresztą pochodzenia autor śmiał się, że Marks i jego zwolennicy zawiesili prawa logiki. Otóż przypisali wszelkie cnoty tzw. klasie robotniczej. Ponieważ proletariat był jedyną słuszną i postępową klasą, zawsze miał rację. Do niej więc nie odnosiły się żadne prawa logiki (czy fizyki). Proletariat miał być poza wszelkimi normami. Naturalnie była to autoprojekcja Marksa. Uważał się za jedynego politycznie poprawnego przedstawiciela interesów robotników. I zawsze miał rację. A potem według marksistowskiego wzorca już bez żenady wypowiadał się o „dobrobycie” klasy robotniczej i jej aspiracjach komunistyczny areopag geniuszy – Politbiuro.

Co to jest szampan? Ulubiony napój klasy robotniczej smakowany ustami jego wiodących przedstawicieli z Politbiura – jak żartowano w PRL. No właśnie. Takie zawieszanie praw logiki wobec grupy samonamaszczonych wybrańców jest po prostu herezją gnostycką, wywodzącą się jeszcze z antyku. Polega ona na przekonaniu, że jest się w posiadaniu tajemnicy jakiejś prawdy, która zawiedzie ludzkość świetlanym szlakiem do raju na ziemi. Nawet wbrew woli zwykłych ludzi. Bowiem gnostycy wiedzą lepiej, co jest dla nas dobre. I to jest klucz do „metodologii” afirmacyjnej. To jest po prostu wersja gnostyckich fanaberii.

Ale w tym kontekście należy naświetlić jeszcze jedną sprawę. W praktyce bowiem dla gnostycznej szkoły neostalinowskiej afirmacja dotyczy jedynie osób, które afirmują uprzedzenia tej orientacji. Otóż zasadą u Grossa i jego epigonów jest omijanie dokumentów i relacji, które nie pasują do ich gnostyckiej narracji pedagogiki wstydu. Dotyczy to również nagminnego wykluczania świadków żydowskich. Nota bene takie wykluczanie niewygodnych świadków dotyczy też naśladowców szkoły neostalinowskiej, w tym i tych, którzy sklecili głęboko skażoną brakiem samodzielnego myślenia dwutomową pracę „Wokół Jedwabnego”, wydaną przez Instytut Pamięci Narodowej kilkanaście lat temu.

Komisarze politycznej poprawności

Oto, co komisarze politycznej poprawności z ówczesnego IPN zignorowali i nadal ignorują, bowiem nie pasuje to im ani do „metodologii” afirmacyjnej, ani do narracji o braku udziału Niemców w zbrodni popełnionej rzekomo przez Polaków w Jedwabnem. Podkreślmy, że wszystko poniżej pochodzi ze świadectw żydowskich, zaprzeczających dominującej na Zachodzie tezie o rzekomej „polskiej winie” za masakrę Jedwabnem.

W 2004 roku Michael Maik napisał w swoich wspomnieniach: „uchodźcy z Jedwabnego i Radziłowa zjawili się [w Sokołach]. Przypadkowo ocaleli od śmierci i widzieli na własne oczy piekło, i doświadczyli go na własnej skórze. Z pomocą miejscowych rolników Niemcy zgromadzili Żydów na rynku w tamtych miejscowościach, na czele z rabinem oraz przywódcami społeczności.
Na początku bili ich okrutnie i zmusili, aby obwinęli się w swoje tałesy [szale modlitewne], aby skakali i tańczyli przy akompaniamencie śpiewu. To odbywało się przy gradzie ciosów pałami i gumowymi batami. W końcu wepchnęli Żydów, bijąc i kopiąc ich, do długiej stodoły i podpalili ją wraz ludźmi”.

Podkreślmy, że redaktorzy i autorzy pracy „Wokół Jedwabnego” zupełnie zignorowali relację Michaela Maika. Jest ona dostępna w Żydowskim Instytucie Historycznym, zespół 302, sygn. 92. A jeśli im się nie chciało grzebać w archiwach, to mogli podobną relację przeczytać w tekście Michaela Maika „Khurbn Sokoli” w: Mosheh Grosman (red.), „Sefer zikaron li-kedoshei Sokoli: Sokoler yisker-bukh” (Former Residents of Sokoły, Tel Aviv, 1962), str. 64. Przetłumaczyłem ją w mojej pracy „The Massacre in Jedwabne” (str. 128). Jednak w księdze pamięci Jedwabnego pod redakcją rabinów Bakerów relacja Malika została wykastrowana. Usunięto fragment o udziale Niemców (zob. Julius L. Baker i Jacob L. Baker (red.), „Sefer Jedwabne. Historiya ve-zikaron” (The Yedwabner Societies in Israel and the United States of America, Jerusalem and New York, 1980), str. 88-89.

W 1963 roku jedna z osób składających relację w księdze pamięci Ostrołęki podała po hebrajsku, że „Żydzi, którzy przybyli z tych miast, opowiedzieli nam straszliwe rzeczy. Rywka Kurc (obecnie w Australii) przekazała nam, że w Jedwabnem SS zamknęło wszystkich Żydów w stodole: mężczyzn, kobiety, dzieci i starców, a wśród nich jej męża i dwójkę dzieci. Podpalili budynek. Wszyscy spłonęli żywcem” (The Jews who came from the towns told us terrible things. Rywka Kurc (now in Australia ) told us that in Jedwabne, the S.S. enclosed all the Jews in a hayloft – men, women, children and old people, among them her husband and two children. They set fire to the building and everyone was burned alive) – zob. Hone Holcman, „My Sisters Tell”, w Yitzchak Ivri, red., „Book of Kehilat Ostrolenka: Yizkor Book of the Jewish Community of Ostrolenka” (Irgun Yotzei Ostrolenka in Israel, Tel Aviv, 2009), str. 384. Naukowcy z prawdziwego zdarzenia porównaliby to zeznanie z opowieściami Rywki Kaizer i Rywki Fogiel (zamężnej z Kurcem) w Baker i Baker, Yedwabne, str. 88-89, 101. Komisarze z ówczesnego IPN woleli automatycznie wykluczać to, co się nie podobało, a jednostronnie afirmować to, co pasowało.

Podobny scenariusz z udziałem Niemców nakreślili żydowscy świadkowie z Jedwabnego, którym udało się dotrzeć do Dereczyna. Jak odnotował Harold Zissman: „Później niektórzy Żydzi, którzy uciekli z Jedwabnego, powiedzieli nam, że gdy Niemcy na początku wkroczyli do ich miasta, spędzili wszystkich Żydów do stodoły i podpalili ją. Wszyscy, którzy chcieli z niej uciec, zostali zmieceni ogniem karabinów maszynowych” (Jewish refugees from Jedwabne brought similar reports when they arrived in Dereczyn: „Later on, some Jews who had fled Jedwabno [sic] told us when the Germans first entered their town, they had herded all the Jews into a barn and set it ablaze. Anyone who tried to get out was cut down by machine-gun fire” – zob. Harold Zissman, „The Warriors: My Life As a Jewish Soviet Partisan” (Syracuse University Press, Syracuse, NY, 2005), str. 42. Autor, urodzony w Ostrołęce, a zamieszkały w Jedwabnem do chwili swej ucieczki do Dereczyna, w 1995 roku nagrał swoje wspomnienia, które stanowią podstawę jego opublikowanych pamiętników. Nagrania są zdeponowane w United States Holocaust Memorial Museum – zob. . Redaktorzy „Wokół Jedwabnego” naturalnie ominęli to źródło.

Ekipa, która wyprodukowała „Wokół Jedwabnego”, nie była zainteresowana takimi materiałami, bowiem podważały one z góry narzuconą tezę o Polakach jako sprawcach mordu w Jedwabnem. „Zapomniano” nawet przywołać materiały, które wpadły im w rękę, na przykład zeznanie Janka Neumarka, który również nadmienia, że Niemcy byli przy stodole, w której palono Żydów (zob. Itzchak Yaacov (Yanek) Neumark w Baker i Baker, „Yedwabne”, str. 116.).

Piszemy o tych sprawach metodologicznych od dekad. Rodacy w kraju nie chcieli nam wierzyć, nawet po 1989 roku. No, ale teraz niektórzy niezależni historycy nad Wisłą zaczynają się ruszać. Obudził się nawet IPN. Może następnym razem uda mu się antycypować tego typu szaleństwa, zachęcając do kompleksowych badań nad stosunkami polsko-żydowskimi według paradygmatu wielokrotnie i od lat proponowanego tej instytucji przez nas.

W każdym razie proszę poczekać do maja. Będzie na ten temat kolejna salwa kompromitująca szkołę neostalinowską. Zapowiada się bomba.

Marek Jan Chodakiewicz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

- Advertisement -
- Advertisement -

Najnowsze

Stanisław Michalkiewicz: Zanim wrócimy do Stalinogrodu

– Panie Piperman, pan już wróciłeś ze szczytu klimatycznego w tym, jakże mu tam, Stalinogrodzie? – Panie Biberglanc, ja widzę, że pan spałeś całe 62...

Korwin-Mikke: Facebook usunął mi wpis. Szerzę „mowę nienawiści”

FaceBook usunął mi wpis – co zresztą jest zamykaniem wrót stajni, gdy konie już wyprowadzono, bo wpis był sprzed dwóch tygodni. Zablokował mi też...

Fakty i mity: Czy kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni?

Kiedy Janusz Korwin-Mikke mówił w ubiegłym roku, podczas debaty o konieczności wyrównywania płac w unioparlamecnie, że kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni dlatego, że są...

Olimpiada kłamców. Wybory wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej

Kampanie wyborcze w demokracjach, to olimpiady kłamców. Wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej i najbardziej przekonująco. Swoje rządy w Warszawie Rafał Trzaskowski rozpoczął od wycofywania się...

Rząd będzie handlował masłem? Prof. Gwiazdowski o socjalistycznych absurdach

Z profesorem Robertem Gwiazdowskim, ekspertem Centrum im. Adama Smitha, rozmawia Rafał Pazio. – W przyszłym roku ma być sporo podwyżek i nowych opłat. Najsłynniejsza to...

Nowa przewodnicząca CDU. Kontynuacja polityki Angeli Merkel

Wydaje się, że delegaci rządzącej w Niemczech partii wybrali nie tylko swoją nową przewodniczącą, ale też przyszłą kandydatkę do stanowiska kanclerza rządu RFN. Wybrali...

Łagodna rewolucja. Narodziny lemingradu

Trudności w opisie bieżącego życia politycznego, niejasnych i impulsywnych sympatii „elektoratu” wynikają po części z tego, że zaczynamy zapominać o PRL-u. Ta kraina zamienia...