5.5 C
Warszawa
sobota, 26 września, 2020

Kapryśna pogoda. Wielkanoc w kratkę [PROGNOZA POGODY]

Wreszcie poznaliśmy prognozy pogody na Święta Wielkiej Nocy w Polsce. Cały Wielki Tydzień zapowiada się ciepło i słonecznie, jednak już w lany...

Okup edukacyjny. Polskie dzieci pod zaborami doznawały szykan

Zaktualizowany:

„Tam od Gniezna i od Warty/ Biją głosy w świat otwarty,/ Biją głosy, ziemia jęczy:/ – Prusak dzieci polskie męczy!…” – pisała na początku XX wieku Maria Konopnicka, która jest dzisiaj prawdopodobnie najpopularniejszym patronem polskich szkół. Poetka i pisarka układała cytowane wersy w proteście przeciwko prześladowaniom uczestników strajków szkolnych w zaborze pruskim, które prowadzili nie nauczyciele, ale uczniowie i ich rodzice – po to, by modlitwa na religii zaczynała się od „Ojcze nasz”, a nie od „Vater unser…”.

Polskie dzieci pod zaborami doznawały szykan za walkę o religię w języku ojczystym także po to, by obecnie Robert Biedroń mógł zbijać kapitał polityczny na hasłach wyprowadzenia religii ze szkół, a państwo Trzaskowscy mogli „wypisać” swoje dzieci z lekcji religii, ponieważ „Kościół nie zdał egzaminu”.

Po paru miesiącach od elekcji te słowa o zdawaniu egzaminu brzmią szczególnie w sytuacji, gdy prezydent Trzaskowski musiał się mocno napocić, by zebrać komisje potrzebne do tego, by tegoroczni gimnazjaliści w ogóle mogli do egzaminów przystąpić. A to dlatego że Polskę trawi największy strajk szkolny w ostatnim ćwierćwieczu, który jest prowadzony nie w obronie wartości, nie w kierunku zmiany systemu na bardziej efektywny, ale o 1000 zł plus.

„Trawi” to właściwe określenie ponieważ już teraz jest dość oczywiste, że ten protest, który w zamiarze miał być kolejną wariacją tak hojnego w ostatnich latach socjalnego rozdawnictwa, przyniesie straty zarówno rządzącym, jak i środowisku nauczycielskiemu. Media próbują tworzyć pozory jakiejś równowagi opinii, podając z jednej strony krytyczne głosy na temat nauczycielskiego strajku, a z drugiej – informując o tworzeniu jakichś akcji poparcia dla tej formy protestu.

Tymczasem opinia rodziców, którzy są najbardziej zainteresowani tym, co się w tej kwestii dzieje, jest dość jednolita: rodzice są co najmniej mało pozytywnie do tego wydarzenia nastawieni, a jeżeli tego głośno nie manifestują, to tylko dlatego, by jeszcze bardziej nie mieszać siebie i swoich dzieci w powstały ambaras.

W systemie alfabetów

Jako rodzic trójki dzieci uczęszczających do trzech różnych strajkujących szkół, o tym, co dzieci miały zrobić w poranek 8 kwietnia, musiałem w każdym przypadku zdecydować sam – nie na podstawie informacji dyrekcji szkoły, ale na podstawie informacji medialnych na temat przebiegu negocjacji związków zawodowych z rządem.

Pomimo internetu, telefonów komórkowych, SMS-ów, dzienników elektronicznych etc., żadna szkoła, nawet w pierwszym dniu strajku, nie napisała wprost, że zajęć lekcyjnych w szkole nie będzie, a jedynie że „należy liczyć się z taką możliwością”. I tak było przez kolejne dni protestu – zero informacji ze szkoły, media jedynym źródłem decyzji.

Prawdopodobnie było to działanie celowe, ponieważ ktoś doradził dyrektorom szkół, by nie pisali wprost, że szkoła rozpoczyna strajk, że go w ogóle prowadzi; lepiej, by ktoś niezorientowany posłał dziecko po to jedynie, by się przejechało, posiedziało godzinę z opiekunem w klasie i wróciło do domu, straciwszy kilka godzin, niż rzetelnie i klarownie poinformować rodziców, czy będą lekcje, czy ich nie będzie.

W latach kiedy sam zaczynałem tzw. podstawówkę, „robocze” były jeszcze soboty, które „wolnymi” stały się nieco później. Reżim szkolny był całkiem spory – poza wakacjami i feriami zimowymi był to jednak mozolny ciąg nauki, w trakcie której nawet jedna urwana lekcja niezmiernie cieszyła szkolną gawiedź.

Obecnie ledwo zacznie się rok szkolny, już są jakieś dni dyrektorskie, długie weekendy, ferie bożonarodzeniowe, ferie zimowe, rekolekcje, ferie wiosenne, dni wolne, bo egzaminy gimnazjalne, bo matury, bo długi weekend i ni stąd, ni zowąd przychodzą wakacje. A mimo to nauczyciele oraz dzieci i tak są coraz bardziej marudni i zaharowani.

Na rynku pracy funkcjonuję już prawie trzy dekady i z uwagą, ale także niepokojem obserwuję zmiany, jakie na nim zachodzą – zmiany zarówno ilościowe, jak i jakościowe. Obecnie mamy drastycznie zauważalną nadpodaż pracowników z formalnie wysokim wykształceniem i brak rąk do pracy w profesjach wymagających użycia głównie rąk, nóg i dobrych chęci.

Z kolei za formalnie wysokim wykształceniem nie idą rzeczywiste umiejętności i wiedza, co dobitnie świadczy o porażce kolejnych reform oświatowych. Natomiast wspólną cechą młodszych roczników na rynku jest coraz większa roszczeniowość takich pracowników, dodatkowo podsycana populistyczną polityką rządową, według której coś się należy – nawet jak się nic nie zrobiło.

W takiej sytuacji dochodzi do strajku, który obserwuje także młodzież i widzi, że tam nikt nie żąda jakichś zmian w systemie, prawie, kierunku edukacji itp., tylko ich szkolne autorytety, które na co dzień sprawdzają obecności i karzą obniżeniem oceny ze sprawowania za nieobecności nieusprawiedliwione, sami nie przychodzą na lekcje, ponieważ rząd nie chce im dać dodatkowej kasy vel hajsu, mimo że chce im wypłacić tyle, ile mają wpisane do zawartych umów o pracę. A autorytetu na tym na pewno strajkujący nauczyciele nie zyskają.

Kryzys szansą na zmianę

Przedstawiciele prawicy wolnorynkowej, analizując strajk nauczycielski, tradycyjnie podkreślają, że przyczyna tkwi w socjalistycznych korzeniach systemu oświaty. Jest to prawdą tak samo, jak jest prawdą, że w prywatnych przedsiębiorstwach też zdarzają się protesty, a nawet strajki.

Jednakże pomimo 30 lat, jakie upłynęły od „skończenia się komunizmu”, żadna władza – także te najdłużej w sumie rządzące koalicje, tj. SLD-PSL i PO-PSL – nie zmieniły nic w fundamentach finansowania oświaty i strukturze własności. PiS z oczywistych względów także tego nie zmieniło, koncentrując się zamiast tego na eskalowaniu oczekiwań i postaw roszczeniowych.

Jeżeli w Polsce jest ponad 700 tys. etatów nauczycielskich, w tym ponad 600 tys. etatów, na których zatrudnieni są na podstawie Karty Nauczyciela, co wskazuje na ewidentny przerost tego zatrudnienia, a pieniędzy na podwyżki nie ma – to źródło zwiększenia zarobków jest tylko jedno.

Rząd mógł swoje ostateczne stanowisko oznajmić już na pierwszym spotkaniu ze związkowcami, zgadzając się od razu na podwyżki pod warunkiem likwidacji tzw. Karty Nauczyciela. Obecnie tym bardziej powinien te regulacje znieść, najlepiej w jakimś pilnym i tradycyjnym już nocnym głosowaniu, ale z powodów politycznych tego nie zrobi, co tym bardziej nagli, by wreszcie powstał jakiś rząd nie bojący się koniecznych reform.

W filmie „Okup”, w którym główną rolę ojca porwanego dziecka gra Mel Gibson, zwrot akcji następuje w momencie, kiedy bohater spełniający kolejne żądania porywaczy zmienia reguły gry i sam poniekąd zaczyna grać rolę szantażysty obiecującego pieniądze dla tego, kto pierwszy wyda porywaczy jego dziecka.

Oczywiście jest to tylko konwencja filmowa, przekazuje ona jednak smutną i znaną prawdę, że na pewnym poziomie nie można ulegać szantażowi, z drugiej – że także dla szantażystów jest to gra ryzykowna. Obecny rząd ma pewne atuty, które może spożytkować, strona rządowa pokazała bowiem, że była skłonna do – obiektywnie oceniając – dość dużych ustępstw.

Tych ustępstw nie przyjęli strajkujący, więc w razie negocjacyjnego pata i przedłużania się protestu, mimo wszystko niezadowolenie społeczne obróci się przeciwko strajkującym. Rząd może przegrać, ustępując dalej związkowcom, czym pokaże, że strajki i upór w negocjacjach się opłacają, co z kolei da asumpt do protestów kolejnych grup zawodowych.

Ale rząd może też już nie ustąpić, a ile w takiej sytuacji są gotowi strajkować nauczyciele? Czy bezterminowo z przerwą na wakacje, czy krócej? Jest pewne, że przedłużający się strajk będzie budził coraz większe zniecierpliwienie rodziców i za chwilę nie będzie wieców i łańcuszków serc z poparciem dla nauczycieli, ale kontrprotesty rodziców niezadowolonych z takiej sytuacji.

Czy z kolei nauczyciele, tak niezadowoleni ze swego położenia, są gotowi porzucić swoje powołanie i iść na te „osiem godzin” – jak sami nieraz w dyskusjach stawiają sprawę dezawuując wysiłek innych grup zawodowych na tle swojej nauczycielskiej harówy.

Jestem pewny, że większość z nich bardzo boleśnie przeżyłaby to zderzenie z owymi ośmioma godzinami dziennie przez pięć dni w tygodniu, bez ferii i długich wakacji, a jedynie z kodeksowym urlopem wypoczynkowym, zużywanym często na całkiem niewypoczynkowe cele. Kto wie, czy trawiący nasz kraj strajk szkolny wielu do takiego „sprawdzam” nie doprowadzi.

Krzysztof M. Mazur

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

- Advertisement -
- Advertisement -

Najnowsze

Stanisław Michalkiewicz: Zanim wrócimy do Stalinogrodu

– Panie Piperman, pan już wróciłeś ze szczytu klimatycznego w tym, jakże mu tam, Stalinogrodzie? – Panie Biberglanc, ja widzę, że pan spałeś całe 62...

Korwin-Mikke: Facebook usunął mi wpis. Szerzę „mowę nienawiści”

FaceBook usunął mi wpis – co zresztą jest zamykaniem wrót stajni, gdy konie już wyprowadzono, bo wpis był sprzed dwóch tygodni. Zablokował mi też...

Fakty i mity: Czy kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni?

Kiedy Janusz Korwin-Mikke mówił w ubiegłym roku, podczas debaty o konieczności wyrównywania płac w unioparlamecnie, że kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni dlatego, że są...

Olimpiada kłamców. Wybory wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej

Kampanie wyborcze w demokracjach, to olimpiady kłamców. Wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej i najbardziej przekonująco. Swoje rządy w Warszawie Rafał Trzaskowski rozpoczął od wycofywania się...

Rząd będzie handlował masłem? Prof. Gwiazdowski o socjalistycznych absurdach

Z profesorem Robertem Gwiazdowskim, ekspertem Centrum im. Adama Smitha, rozmawia Rafał Pazio. – W przyszłym roku ma być sporo podwyżek i nowych opłat. Najsłynniejsza to...

Nowa przewodnicząca CDU. Kontynuacja polityki Angeli Merkel

Wydaje się, że delegaci rządzącej w Niemczech partii wybrali nie tylko swoją nową przewodniczącą, ale też przyszłą kandydatkę do stanowiska kanclerza rządu RFN. Wybrali...

Łagodna rewolucja. Narodziny lemingradu

Trudności w opisie bieżącego życia politycznego, niejasnych i impulsywnych sympatii „elektoratu” wynikają po części z tego, że zaczynamy zapominać o PRL-u. Ta kraina zamienia...