5.5 C
Warszawa
sobota, 5 grudnia, 2020

Kapryśna pogoda. Wielkanoc w kratkę [PROGNOZA POGODY]

Wreszcie poznaliśmy prognozy pogody na Święta Wielkiej Nocy w Polsce. Cały Wielki Tydzień zapowiada się ciepło i słonecznie, jednak już w lany...

Olimpiada kłamców. Wybory wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej

Kampanie wyborcze w demokracjach, to olimpiady kłamców. Wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej i najbardziej przekonująco.

Swoje rządy w Warszawie Rafał Trzaskowski rozpoczął od wycofywania się z wyborczych obietnic i podwyżki opłat za przekształcenie użytkowania wieczystego we własność. Kandydat PO najpierw wycofał się z planów przyznania na każde dziecko 100 zł na dodatkowe zajęcia pozalekcyjne w 2019 roku.

Potem zaś okazało się iż jego sztandarowy plan, że miasto gwarantuje każdemu dziecku darmowy żłobek (w wypadku braku miejsc w państwowych – zwrot pieniędzy za prywatne), także nie zostanie wdrożony. Na koniec zaś ogłosił obniżenie bonifikaty dla zmieniających użytkowanie wieczyste we własność z 98 do 60 procent.

Dla kilkudziesięciu tysięcy warszawiaków oznaczało to wyjęcie im kilku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych z kieszeni. Trzaskowski bronił swojej decyzji, aby po wezwaniu na dywanik do Sejmu, do szefa PO Grzegorza Schetyny zmienić zdanie o 180 stopni. Podobno pod wpływem wsłuchania się w głos w warszawiaków. Obiegowy komentarz do tego festiwalu powyborczych gaf był taki, że o ile PiS nie lubimy za to, iż dotrzymuje wyborczych obietnic, to PO nie lubimy za ich łamanie.

Sąd: można okłamywać ludzi

Po czym poznać, że polityk kłamie? Po tym, że rusza ustami – głosi ludowa mądrość. W Polsce praktycznie wszystkie ekipy, które rządziły po 1989 roku, nie dotrzymywały obietnic wyborczych. Nawet w przypadku rządzących obecnie polityków PiS, którzy szafują hasłem „dotrzymujemy słowa”, jakby przyjrzeć się bliżej, co zrobili, a co obiecali, to okazuje się, iż dotrzymali słowa tylko w zakresie przywrócenia poprzedniego wieku emerytalnego.

„500 plus” bowiem w kampanii wyborczej obiecywali na każde dziecko, a wprowadzili tylko na drugie. Aby otrzymywać ten dodatek na pierwszego potomka, trzeba spełniać kryterium bardzo niskiego dochodu. Wbrew zapowiedziom PiS i Andrzeja Dudy, nie zajęto się w ogóle sprawą nabitych w kredyty we frankach szwajcarskich. Nie podniesiono także kwoty wolnej od podatku (zrobiono to tylko dla najuboższych).

Największym kłamstwem PiS była obietnica nieprzyjmowania uchodźców. Otóż ledwo PiS przejęło władzę, ów strumień ludzi z zagranicy dosłownie zalał Polskę. Politycy PiS tłumaczą jednak, iż to żadni uchodźcy, tylko imigranci ekonomiczni.

Obietnice wyborcze zwyczajnie w Polsce nic nie znaczą. Znalazło to swoje potwierdzenie w wyroku Sądu Najwyższego z 1996 roku. W grudniu 1995 roku Józef Gawęda pozwał byłego już wówczas prezydenta Lecha Wałęsę o nakaz zapłaty. Uzasadnieniem była obietnica wyborcza Wałęsy z 1990 roku: „100 mln zł dla każdego” (dziś, po denominacji, byłaby to kwota 10 tys. zł). To o tej obietnicy Kazik Staszewski śpiewał „Wałęsa, oddaj moje 100 mln zł”.

Sąd Najwyższy uznał w specjalnej uchwale, że nie można na drodze sądowej domagać się wypełnienia obietnic wyborczych od polityków. SN uznał, że obietnice składane przez polityków nie mają charakteru zdarzeń prawnych w rozumieniu źródeł zobowiązania cywilnego. Inaczej mówiąc: jak polityk mówi, że zrobi, to tylko mówi, a nie zobowiązuje się do czegokolwiek.

SN podkreślił też, że obietnice wyborcze nie są przyrzeczeniem publicznym w rozumieniu kodeksu cywilnego. Czyli politycy mogą spokojnie nie wywiązywać się z obietnic i nie grożą im żadne sankcje cywilne za to. SN tłumaczył swoje zdanie faktem, iż inne podejście otworzyłoby drogę do tysięcy procesów.

Pół żartem, pół serio, można stwierdzić, iż tą uchwałą SN scharakteryzował demokratyczne wybory jako festiwal występów zawodowych kłamców ścigających się, kto zbajeruje więcej ludzi.

Celebryci zamiast mężów stanu

Demokracja w połączeniu z nowoczesnymi mediami elektronicznymi sprawiła, że wybory przypominają dziś bardziej reality show, a nie rozumny proces decyzyjny wyboru elity rządzącej. Polityk musi być ładny, zadbany i dobrze ubrany. Ma to większe znaczenie niż potencjał intelektualny, moralny czy kompetencyjny kandydata. Demokracja w nowoczesnym wydaniu coraz bardziej przypomina konkurs piękności.

Przykładem jest chociażby wejście do polityki Ryszarda Petru. Założyciel Nowoczesnej miał nienaganną prezencję, ale im więcej czasu przebywał w mediach, tym większe politowanie wzbudzał. Do historii polskiej polityki przeszły jego wypowiedzi o święcie sześciu króli, łamaniu przez PiS Konstytucji 3 Maja, usuwaniu aborcji. O jego kontroli nad tym, co mówi (a raczej o braku takowej), świadczy fakt, iż promując ostatnio swoje ugrupowanie Teraz, oświadczył, ku zdumieniu słuchających, iż „tworzy teraz partię Razem”.

Poważne państwa mają elity rządzące, w których tradycja służby krajowi i ludziom sięga kilku, kilkunastu pokoleń wstecz. W Polsce, na skutek zaborów oraz eksterminacji elit przez Niemców i Sowietów w czasie II wojny światowej, do elit rządzących państwem zaliczane są spady po nomenklaturze PRL i wszelkiej maści nieudacznicy garnący się do polityki, aby nażreć się w korycie państwowej kasy.

Zdecydowana większość ludzi zajmujących się polityką trafia do niej z braku pomysłu na sukces na rynku prywatnym. Gdy tylko dorwą się do władzy, to natychmiast załatwiają krewnym i znajomym dobrze płatne państwowe posady. Przy takim podejściu trudno oczekiwać, aby ich obietnice wyborcze miały sens i były realizowane i respektowane.

Dlatego właśnie politycy okłamują wyborców. Nie chodzi bowiem o dobro państwa, ale o prywatną korzyść wynikającą z posiadania władzy. Dobrze to ilustrował pewien rysunek satyryczny, na którym ubiegający się o wybór klęczy i błaga wyborców: „Wybierzcie mnie! Mam żonę i dwójkę dzieci”.

Co jakiś czas, dzięki nowoczesnym mediom, przenikają do ludzi nagrania dokonane z ukrycia, które pokazują prawdziwe poglądy polityków. W 2006 roku na Węgrzech ujrzała światło dzienne taśma, na której socjalistyczny premier Ferenc Gyurcsány mówił szczerze do partyjnych kolegów: „Kłamaliśmy rano, kłamaliśmy wieczorem. I wówczas zresztą nic nie robiliśmy w ciągu czterech lat. Nic. Nie możecie mi podać ani jednego poważnego sukcesu rządowego, z którego moglibyśmy być dumni (…). Nic. Kiedy trzeba będzie rozliczyć się z rządzenia krajem, powiedzą, co robiliśmy w ciągu czterech lat, co mówimy? Nie ma wielu opcji. Nie ma, dlatego że spieprzyliśmy. Nie tylko trochę, ale bardzo. (…) Kłamaliśmy po to, żeby wygrać wybory”.

Szok w społeczeństwie był tak duży, że otworzył drogę do władzy Viktorowi Orbánowi.

Podobny skutek odniosła publikacja potajemnie nagranych polskich polityków w 2014 roku, przede wszystkim z obozu ówczesnej PO. Żadna z rozmów nie dotyczyła bynajmniej wielkich afer czy przestępstw. Pokazywały jednak, jakie jest podejście rządzących polityków do wyborców. Bodajże najlepiej oddały je słowa Elżbiety Bieńkowskiej, wicepremier i minister infrastruktury i rozwoju w rządzie Donalda Tuska.

„Mówi, ja dostawałam, powiem ci 6 tysięcy (…). 6 tysięcy… Rozumiesz to? Albo złodziej, albo idiota (…). To jest niemożliwe, żeby ktoś za tyle pracował” – przekonywała Bieńkowska ówczesnego szefa CBA Pawła Wojtunika. W kraju, w którym większość pracujących zarabia w przedziale 2-3 tys. zł „na rękę”, tego typu teksty musiały zwyczajnie ludzi wkurzyć.

To właśnie realizm oczekiwań w stosunku do polityków sprawia, iż regularnie połowa Polaków nie chodzi na żadne wybory. Wierzą mainstreamowi, iż wybór jest tylko między kłamcami a kłamcami, a ci co mówią prawdę nie mają szans na dobry wynik. A skoro tak, to po co uczestniczyć w tym cyrku. Dopóki taki fatalizm będzie dominował, to nic się w Polsce nie zmieni.

Jan Piński

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

- Advertisement -
- Advertisement -

Najnowsze

Stanisław Michalkiewicz: Zanim wrócimy do Stalinogrodu

– Panie Piperman, pan już wróciłeś ze szczytu klimatycznego w tym, jakże mu tam, Stalinogrodzie? – Panie Biberglanc, ja widzę, że pan spałeś całe 62...

Korwin-Mikke: Facebook usunął mi wpis. Szerzę „mowę nienawiści”

FaceBook usunął mi wpis – co zresztą jest zamykaniem wrót stajni, gdy konie już wyprowadzono, bo wpis był sprzed dwóch tygodni. Zablokował mi też...

Fakty i mity: Czy kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni?

Kiedy Janusz Korwin-Mikke mówił w ubiegłym roku, podczas debaty o konieczności wyrównywania płac w unioparlamecnie, że kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni dlatego, że są...

Olimpiada kłamców. Wybory wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej

Kampanie wyborcze w demokracjach, to olimpiady kłamców. Wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej i najbardziej przekonująco. Swoje rządy w Warszawie Rafał Trzaskowski rozpoczął od wycofywania się...

Rząd będzie handlował masłem? Prof. Gwiazdowski o socjalistycznych absurdach

Z profesorem Robertem Gwiazdowskim, ekspertem Centrum im. Adama Smitha, rozmawia Rafał Pazio. – W przyszłym roku ma być sporo podwyżek i nowych opłat. Najsłynniejsza to...

Nowa przewodnicząca CDU. Kontynuacja polityki Angeli Merkel

Wydaje się, że delegaci rządzącej w Niemczech partii wybrali nie tylko swoją nową przewodniczącą, ale też przyszłą kandydatkę do stanowiska kanclerza rządu RFN. Wybrali...

Łagodna rewolucja. Narodziny lemingradu

Trudności w opisie bieżącego życia politycznego, niejasnych i impulsywnych sympatii „elektoratu” wynikają po części z tego, że zaczynamy zapominać o PRL-u. Ta kraina zamienia...