5.5 C
Warszawa
czwartek, 22 października, 2020

Kapryśna pogoda. Wielkanoc w kratkę [PROGNOZA POGODY]

Wreszcie poznaliśmy prognozy pogody na Święta Wielkiej Nocy w Polsce. Cały Wielki Tydzień zapowiada się ciepło i słonecznie, jednak już w lany...

Podział polityczny Polski. Nie wywołał go Kaczyński, ani komunizm. Istnieje od wielu wieków

I Rzeczpospolita konała przez wiele lat, gdyż normalne funkcjonowanie jej gospodarki uniemożliwiał wieloczłonowy czop w postaci protestanckich ośrodków odcinających ją od międzynarodowej sieci wymiany.

W środowiskach opozycji totalnej od lat powtarzany jest slogan głoszący, że „Jarosław Kaczyński dzieli Polaków”. Przypisywanie prezesowi PiS przyczyny wszelkich antagonizmów jest oczywiście absurdalne, lecz funkcjonujący w naszym trwały podział społeczeństwa polskiego to zjawisko jak najbardziej realne. Nie wywołał go przy tym ani Jarosław Kaczyński, ani nawet komunizm. Istnieje już co najmniej kilka wieków.

Podziały polityczne

Podziały polityczne są czymś normalnym w każdym kraju, lecz niektóre z nich mają charakter na tyle głęboki, że uniemożliwiają poprawne funkcjonowanie życia publicznego. Tak właśnie było w przypadku Królestwa Polskiego, które na początku XVI wieku, wzorem innych państw na kontynencie, zaczęło błyskawicznie ulegać wpływom rewolucji protestanckiej. Już w 1525 roku w Gdańsku miał miejsce rewolucyjny tumult, który wiązał się z zajmowaniem katolickiego mienia przez zbrojne oddziały tzw. trzeciego stanu.

W tym samym roku król Zygmunt I Stary pozwolił nawet Albrechtowi Hohenzollernowi na utworzenie z ziem należących do Zakonu Krzyżackiego pierwszego na świecie protestanckiego państwa, czyli Prus Książęcych. Założony w 1544 roku Uniwersytet Królewiecki stał się później prawdziwą kuźnią kadr dla innowierczych środowisk zarówno Korony, jak i Litwy.

Trwająca nieustannie rewolucyjna agitacja przyniosła wreszcie zamierzony skutek w postaci nagłych zmian własnościowych, których apogeum przypadło na 1552 rok. Szlachta i magnaci przystąpili do masowego zaboru kościelnych gruntów i nieruchomości, a skala zjawiska była tak ogromna, że król Zygmunt August został wręcz zmuszony do tego, żeby zawiesić działanie sądów – i przyzwolił na dokonujące się bezprawie. Rok 1552 rzadko kiedy uchodzi w naszym kraju za ważną datę, lecz to właśnie z nim powinniśmy wiązać polityczny przełom związany z (na szczęście) niepełnym triumfem protestanckiej rewolty.

Wzbogacona na kościelnym mieniu klasa magnatów stała się od tego momentu wyobcowana z rodzimej tradycji politycznej, gdyż wiązała swoje nadzieje z triumfem wrogich sił, skupionych wokół obozu protestanckiego. Ku takiej orientacji skłaniała ją w sporej mierze ogromna zależność od kupców i finansistów rezydujących w portowych miastach leżących nad Bałtykiem, którzy finansowali spław zboża przy pomocy systemu zaliczek. W 1557 roku Zygmunt August skapitulował wobec gdańszczan i oficjalnie uznał luteranizm jako panującą w mieście religię. Protestantami byli także mieszkańcy Elbląga, Piławy, Królewca, Rygi i Szczecina, czyli wszystkich pozostałych portów, z których wysyłano polskie towary za granicę, ale przez które nabywano też towary luksusowe.

Przypadek Radziwiłłów

Klasycznym wręcz przykładem tego, jaki wpływ miało pośrednictwo protestantów na orientację polityczną magnatów, jest chociażby przypadek Radziwiłłów, których litewskie dobra były silnie związane handlowo z portami w Rydze i Królewcu. Naturalnym skutkiem handlowych związków z protestantami, oprócz stanięcia po stronie Karola Gustawa, były później także m.in. małżeństwa Radziwiłłów z Hohenzollernami i dobre relacje w Prusach, utrzymujące się nawet po XIX wiek. Siłą odśrodkową w polskiej polityce byli oczywiście nie tylko Radziwiłłowie, lecz także przedstawiciele wielu innych rodów litewskich (m.in. Paców czy też Sapiehów) którzy często nie byli nawet protestantami, lecz wyraźnie ciążyli ku obozowi protestanckiemu. Statystyki zrywanych sejmów pokazują wyraźnie, że najwięcej zła wyrządzili w tym zakresie magnaci kresowi i litewscy.

Choć formalnie w pierwszej połowie XVII wieku wielu przedstawicieli szlachty i magnaterii za sprawą zwycięstwa kontrreformacji powróciło do Kościoła katolickiego, był to powrót koniunkturalny. O tym, że tak było. świadczy najlepiej fakt, że odebrane w XVI wieku kościelne mienie nie wróciło nigdy do prawowitych właścicieli. Możni, którzy wcześniej zaakceptowali nauki Kalwina czy Lutra, stali się później najbardziej przekupną klasą polityków. Ukoronowaniem ich wieloletnich działań o charakterze wybitnie dywersyjnym było wprowadzenie na tron Augusta II Wettina, który fałszywie przyjął katolicyzm, lecz dążył niemal jawnie do zagłady Rzeczypospolitej.

Na poziomie gospodarczym protestantyzm można odczytywać jako wielką próbę złamania dominacji Habsburgów oraz domu bankierskiego Fuggerów i przeniesienia środka ciężkości europejskiego handlu z Morza Śródziemnego ku Morzu Północnemu i Bałtykowi. Główną siłą dążącą do reformacji były kraje północnoniemieckie i skandynawskie, Niderlandy i Anglia, które boleśnie odczuły fakt, że katolickie kraje rządzone przez Habsburgów stworzyły nowy system handlowy, oparty na trójkącie Wenecja-Sewilla-Antwerpia, spychający je do pełnienia drugorzędnej roli (spore korzyści czerpały jedynie Niderlandy, lecz od wielu lat były zbuntowane przeciwko obcym rządom).

„Hanza bis”

Z czysto handlowego i gospodarczego punktu widzenia Rzeczpospolita od samego początku nie miała żadnych większych korzyści z przynależności do obozu protestanckiego, gdyż stanowił on niejako „Hanzę bis”. Hanza zaś od samego początku swego istnienia stanowiła emanację sił, które chciały zdominować całą Europę Północną i w roli partnera gospodarczego dostarczającego zboże i towary leśne chętniej widziała Rosję niż Polskę (kantor Hanzy w Nowogrodzie był kluczowym punktem związku już w XIII wieku).

Na dodatek obóz protestancki, który przejąłby kontrolę nad handlem kolonialnym, stworzyłyby dla Rzeczypospolitej barierę nie do przejścia w kontekście próby wybicia się przez Bałtyk na świat (co też zresztą się stało). Z punktu widzenia Polski zdecydowanie lepiej byłoby, gdyby towary kolonialne i srebro z Ameryki wędrowały nadal przede wszystkim przez ziemie kontrolowane przez Habsburgów niż jej groźnych rywali z północy. Sprzyjanie obozowi protestanckiemu było więc skrajnie niekorzystne dla Polski nie tylko z powodów religijnych i kulturowych, lecz także czysto gospodarczych.

Uratowanie Polski dla katolicyzmu nie zostało nigdy w XVII i XVIII wieku w pełni wyzyskane, ponieważ na przeszkodzie gospodarczemu rozwojowi kraju stały protestanckie ośrodki miejskie, pełniące role „czopów” dławiących wszelkie korzystne tendencje w polskim życiu politycznym i gospodarczym. Nad Bałtykiem Gdańsk torpedował wszelkie próby utworzenia niezależnej polskiej floty, sam godząc się na bycie kolonią Amsterdamu. Gdańszczanie gwałtownie protestowali przeciwko wprowadzeniu cła na Wiśle (które mogłoby zapewnić silną armię), choć bez szemrania płacili wszystkie opłaty pobierane przez Duńczyków w Sundzie. Choć port nad Motławą zbudował swą potęgę dzięki polskiemu zapleczu, politycznie ciążył zawsze ku siłom wrogim Rzeczypospolitej.

Na zachodzie tranzytowy handel prowadzący przez tereny Rzeczypospolitej trzymały w szachu Frankfurt nad Odrą z Wrocławiem, które przez wiele lat układały się przeciwko Polsce, stosując uciążliwe opłaty lub zakazując korzystania z szlaków prowadzących przez inne miasta. W XVII wieku Hohenzollernowie kazali nawet kupcom przy okazji spławu towarów do Szczecina cofać się i płynąć w górę rzeki, aby zapłacić cło we Frankfurcie. W konsekwencji ucierpiały na tym wszystkie ośrodki w Wielkopolsce.

Rozsiane na wszystkich zachodnich i północnych obrzeżach Rzeczpospolitej protestanckie miasta zablokowały jej rozwój, skazując na pełnienie roli państwa kontynentalnego, skazanego na obce pośrednictwo handlowe. „Duch protestantyzmu” oznaczał więc dla polskiej gospodarki powolne konanie poprzez marginalizację. Potrzeba przełamania tej blokady była zauważana przez wielu współczesnych, ale niestety bardzo wielu z nich było zadłużonych u gdańskich i amsterdamskich bankierów.

Jakub Woziński

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

- Advertisement -
- Advertisement -

Najnowsze

Stanisław Michalkiewicz: Zanim wrócimy do Stalinogrodu

– Panie Piperman, pan już wróciłeś ze szczytu klimatycznego w tym, jakże mu tam, Stalinogrodzie? – Panie Biberglanc, ja widzę, że pan spałeś całe 62...

Korwin-Mikke: Facebook usunął mi wpis. Szerzę „mowę nienawiści”

FaceBook usunął mi wpis – co zresztą jest zamykaniem wrót stajni, gdy konie już wyprowadzono, bo wpis był sprzed dwóch tygodni. Zablokował mi też...

Fakty i mity: Czy kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni?

Kiedy Janusz Korwin-Mikke mówił w ubiegłym roku, podczas debaty o konieczności wyrównywania płac w unioparlamecnie, że kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni dlatego, że są...

Olimpiada kłamców. Wybory wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej

Kampanie wyborcze w demokracjach, to olimpiady kłamców. Wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej i najbardziej przekonująco. Swoje rządy w Warszawie Rafał Trzaskowski rozpoczął od wycofywania się...

Rząd będzie handlował masłem? Prof. Gwiazdowski o socjalistycznych absurdach

Z profesorem Robertem Gwiazdowskim, ekspertem Centrum im. Adama Smitha, rozmawia Rafał Pazio. – W przyszłym roku ma być sporo podwyżek i nowych opłat. Najsłynniejsza to...

Nowa przewodnicząca CDU. Kontynuacja polityki Angeli Merkel

Wydaje się, że delegaci rządzącej w Niemczech partii wybrali nie tylko swoją nową przewodniczącą, ale też przyszłą kandydatkę do stanowiska kanclerza rządu RFN. Wybrali...

Łagodna rewolucja. Narodziny lemingradu

Trudności w opisie bieżącego życia politycznego, niejasnych i impulsywnych sympatii „elektoratu” wynikają po części z tego, że zaczynamy zapominać o PRL-u. Ta kraina zamienia...