5.5 C
Warszawa
sobota, 5 grudnia, 2020

Kapryśna pogoda. Wielkanoc w kratkę [PROGNOZA POGODY]

Wreszcie poznaliśmy prognozy pogody na Święta Wielkiej Nocy w Polsce. Cały Wielki Tydzień zapowiada się ciepło i słonecznie, jednak już w lany...

Puste półki w sklepach i aptekach. Tak upokarza socjalizm

Zaktualizowany:

Puste półki w sklepach i aptekach, długie kolejki za mrożonym kurczakiem i dotowanymi lodami w państwowych lodziarniach, do państwowych banków czy biur państwowej firmy telekomunikacyjnej. Brak strzykawek i leków w szpitalach. By przeżyć, praktycznie całą wypłatę przeznacza się na jedzenie. Taka jest upokarzająca rzeczywistość na Kubie pod rządami partii komunistycznej. Ale socjalistyczna ojczyzna upokarza ludzi także, jeśli chodzi o sposób przemieszczania się.

W Birmie jechałem pamiętającym czasy kolonialne pociągiem w wagonie specjalnej klasy, który był doczepiony bezpośrednio do lokomotywy. Przez całą noc dym z parowozu wdzierał się prosto do mojego wagonu. Nie dało się oddychać, ale obsługa pociągu nie zezwoliła obcokrajowcom na podróż wagonami tańszych klas. W Gwatemali płynąłem łódką po jeziorze Atitlán, do której wsiadł umundurowany wojskowy z karabinem, jakby szykował się na jakąś wojnę. W Peru i Wenezueli jako taksówki służyły mi rozklekotane amerykańskie krążowniki szos, a w Maroku – mercedesy „beczki”, które milion kilometrów miały przejechane dawno temu. Korzystałem też z motorikszy w Kambodży, riksz rowerowych w Nepalu czy z okratowanych wagonów kolejowych w Indiach, przy których pociągi i autobusy w Tajlandii czy Malezji są prawdziwym luksusem. Miałem też przyjemność jazdy na pace starym radzieckim uazem w ukraińskich Gorganach. Mimo całego tego doświadczenia komunistyczna Kuba dostarczyła mi całkiem nowych wrażeń transportowych.

Punto amarillo

Komunikacja miejska w Hawanie dysponuje w miarę nowymi autobusami chińskiej produkcji i oferuje zatłoczone, ale niezwykle tanie przejazdy (w przeliczeniu 6 groszy), natomiast znacznie gorzej sytuacja przedstawia się w przypadku transportu międzymiastowego. Myślę, że w ten sposób w Polsce ostatnio podróżowało się jakieś pół wieku temu. Przystanki znajdują się przy wylotówkach z kubańskich miast. Tak też jest w przypadku Trynidadu.

Niesiemy nasze plecaki z prywatnej kwatery przez zakurzone ulice historycznego miasta z piękną kolonialną starówką. Po 15 minutach dochodzimy do punto amarillo (żółtego punktu), skąd można „łapać” ciężarówki do Cienfuegos, oddalonego o około 80 kilometrów.

Dla obcokrajowców funkcjonuje na Kubie bardzo droga (jak na kubańskie warunki) państwowa sieć autobusowa Viazul, eksploatująca autokary produkcji chińskiej, na którą zdecydowana większość Kubańczyków, zarabiających równowartość 35 zł miesięcznie, nie może sobie pozwolić. Poza samolotami państwowej firmy Cubana są też taksówki, ale jeszcze droższe od Viazula. Tak więc pozostaje tzw. taxi colectivo (taksówka zbiorowa) lub jeszcze tańsza ciężarówka właśnie.

Czekamy. Na szczęście w cieniu drzewa, więc nie jest źle w tym 35-stopniowym upale. Pierwszy kamaz w ogóle się nie zatrzymuje. Kiedy tydzień wcześniej czekaliśmy w Bayamo na taxi colectivo, by stamtąd pojechać do Holguín (70 km), w ogóle zabrakło dla nas miejsca. Kierowca nie był zainteresowany, by zabrać obcokrajowców, mimo że stawka za przejazd była sześciokrotnie wyższa – 60 CUP (peso kubańskich; 9 zł) od stawki dla Kubańczyka – 10 CUP (1,5 zł). Wpuścił do swojego około 60-letniego pojazdu Kubańczyków, a nas z bagażami nie zauważał, jakbyśmy byli powietrzem. Zabrał nas dopiero drugi samochód, równie rozklekotany jak pierwszy.

– Będziecie długo czekać. Nie wiadomo jak długo – ostrzegał nas właściciel kwatery, gdzie spaliśmy w Trynidadzie. – Ale jeśli tak wolicie, to was zaprowadzę do punto amarillo – mówił dzień wcześniej. – Chcemy spróbować prawdziwie kubańskiego środka transportu – odpowiedziałem, mając jednak cichą nadzieję, że czekanie nie potrwa zbyt długo.

Autobusami Viazul, klasycznymi kubańskimi taksówkami, taxi colectivo, dorożkami konnymi i rikszami rowerowymi już mieliśmy (nie)przyjemność podróżować wcześniej. W Bayamo dorożek było tak dużo, że w połączeniu z brakiem samochodów silnikowych i we wszechogarniającym pyle w pewnym momencie poczułem się, jakbym przeniósł się w czasie do XIX-wiecznej hiszpańskiej kolonii w Ameryce.

Tymczasem w Trynidadzie z nami w punto amarillo czeka kilka innych osób. Dwie z nich za chwilę zabierają się czarną radziecką ładą.
– Jedziecie do Cienfuegos? – podchodzi Kubańczyk w średnim wieku z pytaniem.
– Tak – odpowiadam.
– Mogę was zawieźć taksówką do Cienfuegos za 30 CUC (peso wymienialnych; 115 zł) – proponuje.
– Bardzo drogo – stwierdzam.
– To 20 CUC (76 zł) – obniża cenę.
– Nadal drogo – mówię i Kubańczyk odchodzi.

Nie jest natarczywy, jak to zwykle bywa w krajach arabskich czy w Indiach. W końcu po niecałej godzinie oczekiwania zatrzymuje się ciężarowy ził z trzeba osobami w kabinie i kilkoma pasażerami na pace. Otwierają się drzwi szoferki.
– Do Cienfuegos? – pytam.
– Tak – odpowiada pasażer z kabiny.
– Ile kosztuje z bagażem?
– 5 CUC (19 zł).
– Za dwie osoby?
– Tak.

Cycata Kubanka z małą torbą w czasie tej konwersacji już wspina się z trudem po tylnym kole ciężarówki. Kierowca nie zamierza wysiąść z kabiny, aby pomóc nam załadować ciężkie plecaki. Za to młody pasażer wychyla się z paki i proponuje, że podciągnie bagaże. Podaję mu pierwszy, a w tym czasie moja żona wdrapuje się po olbrzymim kole na górę. Podaję Kubańczykowi drugi plecak, który sprawnie go odbiera i sam wchodzę po kole na pakę.

Pamiętam, jak kilka lat wcześniej w Gwatemali, kiedy jechałem odwiedzić jednego z polskich misjonarzy, nie było z tym problemu. Kierowcy mieli swoich pomocników, którzy na przesiadkach sprawnie przerzucali bagaże z dachu jednego autobusu na dach drugiego. Z kolei w Indiach było podobnie, ale potem ci pomocnicy bezczelnie wyłudzali „napiwki”.

Podchodzimy z plecakami na przód paki. Okazuje się, że dach szoferki obity jest… papą. Ciężarówka rusza. Kłęby czarnego dymu zostawiamy z tyłu.

Ważna jest technika jazdy

Obserwuję kilka technik jazdy na pace, gdzie nie ma żadnych siedzeń. Przede wszystkim na stojąco z przodu, zaraz za kabiną, trzymając się kątownika. Minusem jest duży wiatr wywołany pędem samochodu, choć nie jedzie on szybciej niż 50-60 km/h. Można stać, trzymając się rurki bocznej części paki. Wtedy wiatr jest mniejszy, bo jest się osłoniętym przez pasażerów z przodu.

Można też kucać, co jest bardzo niewygodne, lub siedzieć na dwa sposoby: na swoim bagażu lub bezpośrednio na przerdzewiałej i dziurawej podłodze. Problemem tych dwóch ostatnich opcji jest to, że w naszym zile podłoga dodatkowo jest brudna od jakiegoś oleju czy smaru. W efekcie albo ubranie, albo plecak będzie bardzo trudno doprać. Niechcący dotknąłem kolanem podłogi i na spodniach pozostała rdzawa, tłusta plama.

Zdezelowana ciężarówka cały czas mocno trzęsie na wybojach nierównej drogi. Jest około południa i słońce operuje bardzo mocno. Ale widoki mamy przednie. Jedziemy wzdłuż wybrzeża, wśród palm. Mostami przekraczamy kolejne rzeki, które w tych miejscach wpływają do Morza Karaibskiego. Czy na pewno? Przed samym ujściem rzeki jakby się zatrzymywały i nie dopływają do morza, chyba z powodu zbyt małej ilości wody. Z drugiej strony fale morskie rozbijają się o łachy piachu naniesione pomiędzy morzem a rzekami. Mijamy też wypalane pola i plantacje trzciny cukrowej. Tych ostatnich coraz mniej na Kubie, bo socjalistyczne rządy doprowadziły do upadku nawet tę czołową swego czasu i będącą oczkiem w głowie Fidela Castro gałąź gospodarki.

Najgorzej, gdy przed nami trafi się inna ciężarówka ził lub kamaz albo osobowa łada czy moskwicz, które niemiłosiernie kopcą. Klasyczne amerykańskie fordy i chevrolety sprzed kubańskiej rewolucji, choć najczęściej nie działają im liczniki i połowa urządzeń na pokładzie, zwykle mają stosunkowo nowe silniki Toyoty, Mercedesa czy Hyundaia i z reguły nie smrodzą, podobnie jak nowe państwowe żółte taksówki marki Peugeot czy Renault dla obcokrajowców. Niedogodnością jest też olbrzymi hałas podczas jazdy, wywołany z jednej strony rykiem radzieckiego silnika, a z drugiej trzęsącymi się i obijającymi się o siebie metalowymi elementami paki ciężarówki. Praktycznie nie istnieje możliwość rozmowy ze współpasażerem.

Nasz ził podczas trasy zatrzymuje się kilka razy, by wypuścić lub zabrać nowych pasażerów obu płci. Jechał z nami nawet pracownik kubańskiego ministerstwa spraw wewnętrznych w pełnym umundurowaniu. Zatrzymaliśmy się też na rogatkach Cienfuegos. Służby kontrolowały dokumenty kierowcy i samochodu. Na szczęście wszystko było w porządku i po 10 minutach mogliśmy jechać dalej.

Cała podróż trwała niecałe dwie godziny i ostatecznie spaleni słońcem, brudni i niemal głusi, ale bezpiecznie dojechaliśmy do centrum Cienfuegos. Tym razem ktoś z szoferki pomógł nam zejść i ściągnąć bagaże na chodnik. Zapłaciłem nawet mniej, niż początkowo miało być, bo kierowca nie miał wydać reszty. Dałem mu 100 CUP (15 zł) za dwie osoby i też był bardzo zadowolony. To i tak znacznie więcej, niż zapłaciliby Kubańczycy – pewnie nie więcej niż jakieś 20 CUP (3 zł).

Przemieszczanie się kubańskimi ciężarówkami to przygoda sama w sobie. A to tylko jeden z wycinków życia w socjalistycznym raju zgotowanym Kubańczykom przez komunistyczną rewolucję, która w żelaznym uścisku dusi kraj już 60 lat i nie widać jej końca. Ciężarówką na Kubie jechałem raz w życiu „dla przygody” i zapewniam, że jest to przeżycie ekstremalne, o prawdopodobnym poparzeniu słonecznym nie wspominając. Kubańczycy taką „jazdę” mają na co dzień. Bo czyż nie chcieliby podróżować w lepszych warunkach? Oczywiście, że by chcieli. Jednak nie mogą. Z biedy.

Tomasz Cukiernik

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

- Advertisement -
- Advertisement -

Najnowsze

Stanisław Michalkiewicz: Zanim wrócimy do Stalinogrodu

– Panie Piperman, pan już wróciłeś ze szczytu klimatycznego w tym, jakże mu tam, Stalinogrodzie? – Panie Biberglanc, ja widzę, że pan spałeś całe 62...

Korwin-Mikke: Facebook usunął mi wpis. Szerzę „mowę nienawiści”

FaceBook usunął mi wpis – co zresztą jest zamykaniem wrót stajni, gdy konie już wyprowadzono, bo wpis był sprzed dwóch tygodni. Zablokował mi też...

Fakty i mity: Czy kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni?

Kiedy Janusz Korwin-Mikke mówił w ubiegłym roku, podczas debaty o konieczności wyrównywania płac w unioparlamecnie, że kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni dlatego, że są...

Olimpiada kłamców. Wybory wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej

Kampanie wyborcze w demokracjach, to olimpiady kłamców. Wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej i najbardziej przekonująco. Swoje rządy w Warszawie Rafał Trzaskowski rozpoczął od wycofywania się...

Rząd będzie handlował masłem? Prof. Gwiazdowski o socjalistycznych absurdach

Z profesorem Robertem Gwiazdowskim, ekspertem Centrum im. Adama Smitha, rozmawia Rafał Pazio. – W przyszłym roku ma być sporo podwyżek i nowych opłat. Najsłynniejsza to...

Nowa przewodnicząca CDU. Kontynuacja polityki Angeli Merkel

Wydaje się, że delegaci rządzącej w Niemczech partii wybrali nie tylko swoją nową przewodniczącą, ale też przyszłą kandydatkę do stanowiska kanclerza rządu RFN. Wybrali...

Łagodna rewolucja. Narodziny lemingradu

Trudności w opisie bieżącego życia politycznego, niejasnych i impulsywnych sympatii „elektoratu” wynikają po części z tego, że zaczynamy zapominać o PRL-u. Ta kraina zamienia...