5.5 C
Warszawa
sobota, 5 grudnia, 2020

Kapryśna pogoda. Wielkanoc w kratkę [PROGNOZA POGODY]

Wreszcie poznaliśmy prognozy pogody na Święta Wielkiej Nocy w Polsce. Cały Wielki Tydzień zapowiada się ciepło i słonecznie, jednak już w lany...

Unia Europejska przetrąciła kręgosłup polskim firmom!

Zaktualizowany:

– Decyzja o integracji rozwijającej się Polski z silnymi gospodarczo państwami Unii Europejskiej, które nie doświadczyły ani dnia komunizmu, była strategicznym błędem i teraz ponosimy konsekwencje tego błędu – mówi w rozmowie z Tomaszem Cukiernikiem Marcin Janowski, ekonomista, autor kanału „Na Argumenty” na YouTube.

– Z kolejnych sondaży opinii publicznej wynika, że przytłaczająca większość Polaków popiera członkostwo Polski w Unii Europejskiej. Gdzie szukać przyczyn tego poparcia?
– Myślę, że wstąpienie do Wspólnot Europejskich kojarzy się większości Polaków z „małą stabilizacją” ekonomiczną. Otwarcie unijnego rynku pracy spowodowało, że obywatele Polski zaczęli masowo podejmować legalną pracę na Zachodzie i korzystać z materialnych owoców dobrobytu, z jakich już od dekad korzystali mieszkańcy Europy Zachodniej. Nasi rodacy mają jeszcze w pamięci PRL-owski kryzys gospodarczy i puste półki sklepowe oraz plagę bezrobocia w pierwszych dekadach III RP. Sądzę, że w jakiś sposób obawiają się powrotu tamtej rzeczywistości i dlatego popierają integrację z UE, nawet jeśli wiąże się ona z likwidacją suwerenności państwa polskiego.

– Dlaczego twierdzisz, że Polacy bardziej ufają Brukseli niż Warszawie?
– Przeciętni obywatele dostrzegają, że elity warszawskie są zdominowane przez ludzi niekompetentnych, którzy nie potrafią generować narodowego dobrobytu ani zbudować dobrze funkcjonującego państwa. Tymczasem na Zachodzie żyje się wygodniej i dostatniej, więc ludzie mają nadzieję, że obca władza stworzy Polakom lepsze warunki rozwoju niż władza nominalnie polska.

– Z czego wynika niekompetencja polityków rządzących Polską?
– Do 1989 roku Polska była państwem niesuwerennym, zależnym od ZSRR, a nadwiślańska kasta polityczna stanowiła rodzaj nadzorców ludności tubylczej. Kompetencje krajowych polityków polegały więc głównie na implementacji nad Wisłą dyrektyw tworzonych w Moskwie. Kiedy po upadku bloku socjalistycznego pojawiła się szansa na zbudowanie silnej, niepodległej Polski, to okazało się, że w kraju nie ma żadnego wpływowego ośrodka politycznego, który byłby w stanie to zadanie zrealizować. Okazało się, że okrągłostołowe elity nie potrafią samodzielnie reformować gospodarki ani tworzyć dalekosiężnych strategii rozwoju kraju. Dlatego zaczęły szukać nowego Wielkiego Brata, który pozostawi je u żłobu jako kastę nadzorców i jednocześnie rozwiąże trapiące Polskę problemy. Wybór padł na sojusz militarny z Paktem Północnoatlantyckim oraz na integrację gospodarczą z rodzącą się Unią Europejską – w myśl zasady, że teraz „NATO będzie nas bronić, a Bruksela będzie nas żywić”. Warto zauważyć, że od czasu wstąpienia do tych organizacji wygasła w naszym kraju publiczna debata dotycząca polskiej racji stanu i polskiego interesu narodowego. Obecnie plany strategiczne dotyczące Polski są tworzone przez ośrodki znajdujące się za granicami naszego państwa. Rola krajowej kasty politycznej ogranicza się głównie do implementowania nad Wisłą dyrektyw przychodzących z zagranicy, pełnienia funkcji administracyjnej nad terytorium Polski i czerpania korzyści związanych ze sprawowaniem urzędów.

– Co sądzisz o wypowiedzi europosłanki PiS Anny Fotygi, że wejście do UE to był powrót do świata Zachodu po okresie smuty?
– Nie zgadzam się z tą opinią; moim zdaniem było wręcz odwrotnie. Pierwsze lata po upadku realnego socjalizmu były czasem dynamicznego rozwoju polskiej prywatnej przedsiębiorczości. Na przykład w aglomeracji łódzkiej, gdzie upadł przemysł lekki, powstała cała masa małych prywatnych firm krawieckich, które dały pracę setkom tysięcy ludzi. Pamiętam, jak szwalnie nie wyrabiały z produkcją odzieży i trzeba było czekać w kolejce, aż krawcy uszyją towar, który był później sprzedawany na targowiskach w Tuszynie czy na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie. Ogromna część polskiej odzieży była wywożona przez kupców za naszą wschodnią granicę. To był złoty czas, kiedy w przydomowych garażach zakładano przedsiębiorstwa produkcyjne i handlowe. Ludzie na własne żądanie zwalniali się z pracy w sferze budżetowej i podejmowali działalność gospodarczą. Znam przypadki przedsiębiorców, którzy w kilka lat dorabiali się okazałych domów. Niestety epoka ludowego kapitalizmu trwała niecałą dekadę i została brutalnie przerwana przez proces przygotowujący Polskę do członkostwa w Unii Europejskiej. Wstąpienie do UE na tamtym etapie rozwoju polskiej gospodarki było strategicznym błędem, który zniweczył marzenia o wygenerowaniu szerokiej polskiej klasy średniej.

– Dlaczego uważasz, że wejście do UE to był błąd strategiczny?
– Tradycyjnymi rynkami zbytu dla polskiej produkcji były kraje Wschodu, bo Zachód uważał nasze towary za mniej atrakcyjne od swoich. Jeszcze w połowie lat dziewięćdziesiątych XX wieku corocznie odwiedzało nasz kraj około 8 milionów obywateli Białorusi, Rosji i Ukrainy, którzy przyjeżdżali do nas na zakupy. Dużym zainteresowaniem nabywców cieszyła się polska odzież, buty, sprzęt gospodarstwa domowego oraz produkty spożywcze. W raporcie opublikowanym przez Warsaw Enterprise Institute możemy przeczytać, że przeciętny przybysz ze Wschodu wydawał u nas 460 dolarów dziennie, podczas gdy turysta z Niemiec zostawiał w naszym kraju jedynie 36 marek. Z obliczeń Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową wynika, że w 1996 roku obroty 15 polskich największych targowisk, które obsługiwały dużą część eksportu na Wschód, wyniosły 7,42 mld złotych. I tę kurę znoszącą złote jaja zarżnięto w imię integracji z Unią Europejską. Punktem krytycznym stał się przełom roku 1997 i 1998, kiedy rząd AW„S”-UW, wykonując zalecenia Brukseli, wprowadził przepisy utrudniające wjazd do Polski obywatelom Białorusi, Ukrainy i Rosji. Nowy reżim wizowy, dostosowujący Polskę do członkostwa w UE i strefie Schengen, spowodował, że na polskie targowiska coraz rzadziej przyjeżdżali kupcy ze Wschodu. W wielu wypadkach polscy producenci zostawali z niesprzedanym towarem zalegającym w magazynach, a urzędy pracy zaczęły rejestrować kolejne tysiące bezrobotnych. Pod koniec 2003 roku poziom bezrobocia w Polsce sięgnął 20 proc. Doskonale pamiętam tamte czasy, gdy ciężko było zdobyć pracę choćby w barze McDonald’s. Proces akcesji do UE powodował, że polska gospodarka zaczęła odwracać się od Wschodu i tym samym traciła swoje tradycyjne rynki, nie odnajdując zbytu na Zachodzie, bo jak już wspomniałem, Zachód nie zgłaszał dużego popytu na towary z metką „Мade in Poland”. W rezultacie otwarcia rynku na handel z bogatymi państwami „starej UE” polscy przedsiębiorcy, którzy często dopiero budowali swoje firmy, zostali zmuszeni do podjęcia rywalizacji z zachodnimi koncernami, za którymi stał wielki kapitał, duże doświadczenie i kadra najlepszych specjalistów. I można powiedzieć, że nasza młoda i dopiero rozwijająca się klasa średnia to starcie przegrała, a Polska została skolonizowana przez obcy kapitał. W naszym kraju zrealizował się scenariusz, przed którym ostrzegał Friedrich List, twórca niemieckiej ekonomii narodowej oraz ideowy ojciec sukcesu gospodarczego Niemiec. Ów niemiecki ekonomista głosił, że powinno się ze sobą integrować tylko takie państwa, których gospodarki reprezentują podobny potencjał i poziom rozwoju. List ostrzegał, iż otwarcie wolnej wymiany gospodarczej między krajami, których gospodarki stoją na różnym poziomie rozwoju, skończy się tym, że państwa ekonomicznie słabsze przegrają konkurencję z państwami silniejszymi. W rezultacie takiej integracji kraje bogatsze zyskają nowe rynki dla swojej produkcji i wzmocnią swój potencjał, pozostawiając krajom mniej rozwiniętym produkcję w nisko dochodowych branżach. Rezultat integracji biednej Polski z bogatą UE dobitnie potwierdza słuszność tezy formułowanej jeszcze w XIX wieku przez Friedricha Lista. Obecnie znajdujemy się w sytuacji, w której bogaty Zachód pełni rolę kapitalisty, a Polska zamienia się w eksploatowanego wyrobnika i taniego podwykonawcę. Pan premier Mateusz Morawiecki może nam mówić, że „Polska jest krajem posiadanym przez kogoś z zagranicy”, ale mleko już dawno się rozlało. Decyzja o integracji rozwijającej się Polski z silnymi gospodarczo państwami Unii Europejskiej, które nie doświadczyły ani dnia komunizmu, była strategicznym błędem i teraz ponosimy konsekwencje tego błędu. Warto zauważyć, że zupełnie inną drogą niż Polska poszły Chiny, które wpuszczały na swoje terytorium tylko wybranych inwestorów i dbały o ciągły rozwój krajowej myśli technicznej oraz przemysłu. Dzisiaj Chiny są globalnym graczem, a Polska stała się gospodarczą kolonią uzależnioną od kaprysów obcego kapitału. Takie położenie zawdzięczamy naszym krajowym elitom okrągłostołowym.

– Czy Twoim zdaniem UE to realizacja przez Niemcy koncepcji gospodarczej Friedricha Lista?
– Każdy rynek, nawet ten najbardziej wolny, nie podlega regułom demokratycznym. Wprowadzenie mechanizmów rynkowych jest przywróceniem sytuacji naturalnej, a w naturze najsilniejsze osobniki zagarniają większość zasobów, pozostawiając słabszym resztki. Dochodzi więc do efektu, który można podsumować słowami zapisanymi przez św. Mateusza, że „kto ma, temu będzie dane i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma”. Regułę tę dostrzegł także Vilfredo Pareto, który zauważył, że 20 procent badanych obiektów związanych jest z 80 procentami zasobów. Myślę, że Niemcy, jako kraj posiadający najsilniejszą gospodarkę, w naturalny sposób wygrywają rywalizację z gospodarkami stojącymi na niższym poziomie rozwoju, czyli dzieje się to, co zapowiadał Friedrich List. Z drugiej strony państwo niemieckie prowadzi aktywną politykę gospodarczą i tworzy dobre warunki dla rozwoju swoich krajowych przedsiębiorstw. Ponadto instytucje państwa niemieckiego stoją mocno za niemieckimi firmami. W rezultacie potęga gospodarcza Niemiec rośnie, a takim krajom jak Polska zostaje jedynie konsumowanie okruchów ze stołu, przy którym ucztują wielcy tego świata. Przykład naszych zachodnich sąsiadów pokazuje dobitnie, że rywalizację ekonomiczną wygrywają te kraje, które prowadzą świadomą politykę gospodarczą. Natomiast te, które wyznają wiarę w niewidzialną rękę rynku, bardzo często spotykają na swojej drodze zaciśniętą pięść. Byłoby dobrze, gdyby Polacy w końcu poszli po rozum do głowy i zaczęli naśladować tych, którzy odnoszą sukcesy. Najważniejsze to wyzbyć się rojeń, że nasz kraj rozwinie się w oparciu o inwestycje zagranicznego kapitału. Dlaczego obcy mieliby budować ekonomiczną siłę Polski? Żeby zbudować nad Wisłą konkurencję dla własnych krajowych gospodarek? Jeśli Polska ma się liczyć w świecie, to musi stworzyć warunki, dzięki którym rozpocznie się akumulacja dużego krajowego kapitału, wzrosną polskie korporacje, a nasze marki będą cenione i szanowane w świecie. Innej drogi nie ma i nie będzie! Jeśli ludzie pełniący rolę elit naszego kraju tego nie zrozumieją, to Polska pozostanie peryferyjną gospodarką i rezerwuarem taniej siły roboczej dla zagranicznych przedsiębiorstw.

– Dziękuję za rozmowę.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

- Advertisement -
- Advertisement -

Najnowsze

Stanisław Michalkiewicz: Zanim wrócimy do Stalinogrodu

– Panie Piperman, pan już wróciłeś ze szczytu klimatycznego w tym, jakże mu tam, Stalinogrodzie? – Panie Biberglanc, ja widzę, że pan spałeś całe 62...

Korwin-Mikke: Facebook usunął mi wpis. Szerzę „mowę nienawiści”

FaceBook usunął mi wpis – co zresztą jest zamykaniem wrót stajni, gdy konie już wyprowadzono, bo wpis był sprzed dwóch tygodni. Zablokował mi też...

Fakty i mity: Czy kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni?

Kiedy Janusz Korwin-Mikke mówił w ubiegłym roku, podczas debaty o konieczności wyrównywania płac w unioparlamecnie, że kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni dlatego, że są...

Olimpiada kłamców. Wybory wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej

Kampanie wyborcze w demokracjach, to olimpiady kłamców. Wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej i najbardziej przekonująco. Swoje rządy w Warszawie Rafał Trzaskowski rozpoczął od wycofywania się...

Rząd będzie handlował masłem? Prof. Gwiazdowski o socjalistycznych absurdach

Z profesorem Robertem Gwiazdowskim, ekspertem Centrum im. Adama Smitha, rozmawia Rafał Pazio. – W przyszłym roku ma być sporo podwyżek i nowych opłat. Najsłynniejsza to...

Nowa przewodnicząca CDU. Kontynuacja polityki Angeli Merkel

Wydaje się, że delegaci rządzącej w Niemczech partii wybrali nie tylko swoją nową przewodniczącą, ale też przyszłą kandydatkę do stanowiska kanclerza rządu RFN. Wybrali...

Łagodna rewolucja. Narodziny lemingradu

Trudności w opisie bieżącego życia politycznego, niejasnych i impulsywnych sympatii „elektoratu” wynikają po części z tego, że zaczynamy zapominać o PRL-u. Ta kraina zamienia...