5.5 C
Warszawa
sobota, 4 lipca, 2020

Kapryśna pogoda. Wielkanoc w kratkę [PROGNOZA POGODY]

Wreszcie poznaliśmy prognozy pogody na Święta Wielkiej Nocy w Polsce. Cały Wielki Tydzień zapowiada się ciepło i słonecznie, jednak już w lany...

Z „500 plus” wiąże się jedna z największych, a nieznanych afer finansowych IV RP

Zaktualizowany:

Z programem „500 plus” wiąże się jedna z największych, a nieznanych afer finansowych IV RP: skłonienie banków, aby kupowały obligacje rządowe, co dramatycznie zwiększyło zadłużenie wewnętrzne Polski. Skutki tej afery odczuwać będziemy przez dziesięciolecia.

– Priorytetowym zadaniem ministra finansów będzie przygotowanie autopoprawki do budżetu na 2016 rok, tak aby zrealizować jeden z najważniejszych punktów programu, czyli politykę prorodzinną, znaną jako 500 zł na drugie i kolejne dziecko. W mniej zamożnych rodzinach od pierwszego. Aby to osiągnąć, wprowadzone zostaną podatki sektorowe, bankowy i od supermarketów, zwiększony o miliard pobór dywidend, zwiększona, o miliard do półtora miliarda złotych kwota deficytu oraz poprawiona ściągalność podatku VAT.

Wspominam o tym, aby wskazać, że jest pewne pole manewru, pozwalające na zrealizowanie naszych zamierzeń już w ramach przyszłorocznego budżetu – tak mówiła w trakcie swojego exposé, 18 listopada 2015 roku, Beata Szydło. Przesłaniem wystąpienia miało być przekonanie, że kierowany przez nią rząd znalazł sposób na to, aby sfinansować czołowy projekt socjalny PiS bez drenowania pieniędzy z kieszeni obywateli. Miały to być podatki od zachodnich korporacji, głównie od banków i hipermarketów. Rząd PiS naiwnie zakładał (?), że instytucje te nie przerzucą na klientów kosztów nowego podatku. Nie to jest jednak najgorsze.

Dziwny przepis

15 stycznia 2016 roku Sejm uchwalił „Ustawę o podatku od niektórych instytucji finansowych”. Wprowadzała ona dla banków obowiązek opodatkowania aktywów stawką 0,44% rocznie. Zadowolony z wyników głosowania wicepremier Mateusz Morawiecki zapowiedział, iż nowy podatek przyniesie budżetowi państwa 5,5 miliarda złotych. Byłaby to istotna część pieniędzy dla programu „500 plus”, kosztującego ponad 20 miliardów złotych rocznie.

W ustawie znalazł się przepis mówiący o tym, iż do aktywów podlegających opodatkowaniu nowym podatkiem nie wlicza się obligacji Skarbu Państwa. Co więcej – po raz pierwszy podatek bankowy miał zostać zapłacony w roku 2017 od aktywów wyliczonych na koniec 2016 roku.

Skok na obligacje

Co to oznaczało w praktyce? Bank musiał do 31 grudnia 2016 roku wyliczyć swoje aktywa, w skład których wchodziły posiadane finanse, nieruchomości, papiery wartościowe itp. Jednak obligacje państwowe już nie stanowiły aktywów podlegających opodatkowaniu. To zaś oznaczało, że aby zmniejszyć kwotę płaconego podatku, można było zamienić aktywa podlegające opodatkowaniu (gotówkę) na te niepodlegające opodatkowaniu (obligacje).

Dla banku było to o tyle atrakcyjne rozwiązanie, że obligacje są oprocentowane – rząd zobowiązuje się zwrócić po kilku latach odpowiednio więcej. Feralny przepis spowodował więc, że bankierzy stanęli przed wyborem: albo odprowadzą 0,44% swoich aktywów rządowi, albo zastosują kreatywną księgowość i zmniejszą swoje zobowiązania wobec rządu, kupując masowo obligacje, które później rząd będzie musiał wykupić, płacąc dodatkowo odsetki. Był to więc wybór prosty: oddać rządowi pieniądze albo zainwestować je i za 10 lat ściągać z rządu.

O jakich kwotach mówimy? W 2016 roku rząd wyemitował 10-letnie obligacje skarbowe ED00626 oprocentowane na 3,1% rocznie od trzeciego roku. To oznacza, że po 10 latach za każde 100 złotych rząd będzie musiał zapłacić 113,04 złotego.

Efekty wprowadzenia tego podatku w styczniu 2017 roku przeanalizował portal Money.pl. Dziennikarze wystąpili do Ministerstwa Finansów z zapytaniem, ile pieniędzy wpłynęło do budżetu do końca roku 2016 z tytułu podatku od niektórych instytucji finansowych. Ministerstwo odpowiedziało, iż było to niecałe 3,1 miliarda złotych.

Analizując tę sytuację, dziennikarze portalu Money.pl podali do wiadomości, że banki skorzystały z przepisu ustawy, który nie wliczał do aktywów podlegających opodatkowaniu obligacji Skarbu Państwa. Ten zapis spowodował, iż banki zaczęły skupować obligacje, kredytując rząd w samym tylko 2016 roku kwotą 171 miliardów złotych. To oznacza, że za 10 lat, gdy zapadnie termin wykupu, rząd będzie musiał zapłacić 193,3 miliarda złotych, a więc odsetki od obligacji (czyli koszty pożyczki) wyniosą 23 miliardy złotych.

5 marca 2018 roku Komisja Nadzoru Finansowego przedstawiła raport, z którego wynika, iż w 2017 roku do budżetu państwa trafiło 3,63 miliarda złotych z tytułu podatku bankowego.

Wielka zagadka

W efekcie zadłużenie wewnętrzne, które na początku roku 2016 wahało się w okolicy pół biliona złotych (500 miliardów), po roku wzrosło do około 600 miliardów złotych. Ile wyniosło ono na koniec roku 2018? Tego nie wiadomo, bo oficjalnych i zarazem wiarygodnych danych na ten temat… nie ma, a z tych, które prezentują rządowe instytucje (GUS, Ministerstwo Finansów), można wnioskować, że ten dług przekroczył 800 miliardów złotych.

Dane na koniec roku 2018 mówią bowiem o kwocie 1,092 biliona złotych jako sumie długów sektora rządowego i sektora samorządowego, a z danych oszacować można, że zadłużenie tego ostatniego wynosi niecałe 300 miliardów złotych (łącznie z długami szpitali). Niechęć rządu do prezentowania rzetelnych statystyk zadłużenia wewnętrznego (podobnie jak zagranicznego) to osobny aspekt całej sprawy.

Szukając w internecie, choćby na stronach instytucji rządowych, informacji na temat zadłużenia wewnętrznego, można znaleźć rozliczne komunikaty mówiące o jego spadku w stosunku do PKB lub różne entuzjastyczne informacje mówiące o spadku zadłużenia z jednego okresu w porównaniu z innym. Ozdabiają to różne, niezrozumiałe wykresy, pozbawione podstawowych danych lub ewidentnie fałszywe. Konia z rzędem temu, kto znajdzie dokładne i wiarygodne dane (w liczbach) na temat zadłużenia wewnętrznego Polski w ostatnich latach.

Chwalenie się chwilową poprawą, nadwyżkami budżetowymi (fikcyjnymi) czy w końcu lepszą relacją długu do PKB nie zmieni faktu, że wartości bezwzględne długu (kwoty) rosną dramatycznie, a rząd robi, co może, aby Polacy się o tym nie dowiedzieli. Temu samemu służy ukrywanie dokładnych informacji na temat kwot obligacji wyemitowanych przez rząd. Wisienką na torcie jest też fakt, iż obligacje państwowe są znacznie wyżej oprocentowane niż bankowe (2,8% w skali roku), co ma zachęcać do inwestycji w nie, jednak długofalowo oznacza wysokie koszty z tytułu odsetek. Ukrywanie przed Polakami ilości wypuszczonych obligacji to afera sama w sobie.

Zapłaci podatnik

Finalnie za wszystko zapłaci podatnik. Termin zapadalności 10-letnich obligacji Skarbu Państwa wyemitowanych w roku 2016 przypadnie na rok 2026. PiS będzie już prawdopodobnie złym wspomnieniem, podobnie jak rząd Mateusza Morawieckiego, za to zaciągnięte przez niego zobowiązania będą jak najbardziej realne i trzeba będzie je spłacić. Tę przykrą powinność będzie musiał na siebie wziąć rząd, który nie będzie miał innego wyjścia niż sięgnąć po pieniądze do kieszeni podatników.

Czarny scenariusz

Rząd Mateusza Morawieckiego chwali się nadzwyczaj dobrymi wskaźnikami gospodarczymi oraz dobrą koniunkturą polskiej gospodarki jako całości. To oczywiście propaganda. Polska gospodarka chwilowo ma się rzeczywiście lepiej niż kilka lat temu, co wynika z dobrych wskaźników makroekonomicznych, a niekoniecznie jest zasługą rządu.

Oprócz pozytywnych wskaźników, które są i których nie można kwestionować, jest jednak wiele danych pesymistycznych. Dobra koniunktura gospodarcza na świecie nie będzie trwać długo (pierwsze objawy nadchodzącego załamania są już widoczne), kryzys – i to potężny – jest kwestią czasu. W okresie dobrej prosperity gospodarczej, pogrążone w długach państwo daje sobie jakoś radę wskutek kreatywnej księgowości rządu, zaciągania kolejnych zobowiązań i dobrej ściągalności podatków. Gdy jednak dobre czasy się skończą, wpływy do budżetu zmniejszą się, bezrobocie wzrośnie, a firmy dopadnie stagnacja (wiele z nich zbankrutuje).

Za to zadłużenie nie zniknie. Obligacje będzie trzeba wykupić, płacąc o ponad 1/3 więcej, niż uzyskano z ich sprzedaży. Beneficjantami będą międzynarodowe korporacje finansowe, które od 2016 roku kupują obligacje i które nie pozwolą sobie na to, aby rząd – nawet w okresie największej stagnacji – zapomniał o swoich zobowiązaniach. Będzie to mogło też mieć fatalne skutki polityczne, bo banki (większość z nich to instytucje zagraniczne) w wypadku sporów z polskim rządem będą mogły poskarżyć się rządom swoich krajów, a te z pewnością chętnie wyciągną wobec rządu w Warszawie stosowne konsekwencje.

Wymuszenie na bankach, aby masowo wykupywały obligacje rządowe i w ten sposób zmniejszały podatek, aby sfinansować program „500 plus”, to kolejny element scenariusza polegającego na fundowaniu Polakom iluzji dobrobytu za pożyczone pieniądze. Problem w tym, że ta iluzja w pewnym momencie pryśnie jak bańka mydlana, a jej koszty wezmą na siebie przyszłe pokolenia.

Leszek Szymowski

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

- Advertisement -
- Advertisement -

Najnowsze

Stanisław Michalkiewicz: Zanim wrócimy do Stalinogrodu

– Panie Piperman, pan już wróciłeś ze szczytu klimatycznego w tym, jakże mu tam, Stalinogrodzie? – Panie Biberglanc, ja widzę, że pan spałeś całe 62...

Korwin-Mikke: Facebook usunął mi wpis. Szerzę „mowę nienawiści”

FaceBook usunął mi wpis – co zresztą jest zamykaniem wrót stajni, gdy konie już wyprowadzono, bo wpis był sprzed dwóch tygodni. Zablokował mi też...

Fakty i mity: Czy kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni?

Kiedy Janusz Korwin-Mikke mówił w ubiegłym roku, podczas debaty o konieczności wyrównywania płac w unioparlamecnie, że kobiety zarabiają mniej niż mężczyźni dlatego, że są...

Olimpiada kłamców. Wybory wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej

Kampanie wyborcze w demokracjach, to olimpiady kłamców. Wygrywają ci, którzy kłamią najwięcej i najbardziej przekonująco. Swoje rządy w Warszawie Rafał Trzaskowski rozpoczął od wycofywania się...

Rząd będzie handlował masłem? Prof. Gwiazdowski o socjalistycznych absurdach

Z profesorem Robertem Gwiazdowskim, ekspertem Centrum im. Adama Smitha, rozmawia Rafał Pazio. – W przyszłym roku ma być sporo podwyżek i nowych opłat. Najsłynniejsza to...

Nowa przewodnicząca CDU. Kontynuacja polityki Angeli Merkel

Wydaje się, że delegaci rządzącej w Niemczech partii wybrali nie tylko swoją nową przewodniczącą, ale też przyszłą kandydatkę do stanowiska kanclerza rządu RFN. Wybrali...

Łagodna rewolucja. Narodziny lemingradu

Trudności w opisie bieżącego życia politycznego, niejasnych i impulsywnych sympatii „elektoratu” wynikają po części z tego, że zaczynamy zapominać o PRL-u. Ta kraina zamienia...