5.5 C
Warszawa
sobota, 30 maja, 2020

Kapryśna pogoda. Wielkanoc w kratkę [PROGNOZA POGODY]

Wreszcie poznaliśmy prognozy pogody na Święta Wielkiej Nocy w Polsce. Cały Wielki Tydzień zapowiada się ciepło i słonecznie, jednak już w lany...

Zamordowanie ministra Pierackiego

Zaktualizowany:

15 czerwca 1934 roku polska opinia publiczna została wstrząśnięta informacją podaną przez Polskie Radio, że od kul zamachowca w późnych godzinach popołudniowych padł przed Klubem Towarzyskim przy ul. Foksal w Warszawie Bronisław Pieracki. Polska opinia przyzwyczaiła się do zamachów dokonywanych przez ukraińskich nacjonalistów, ale do tej pory miały one miejsce głównie w Małopolsce Wschodniej. Zamach na Pierackiego miał zaś miejsce w stolicy Polski, w samym jej centrum. Bronisław Pieracki był też nie byle kim. Pełnił funkcję ministra spraw wewnętrznych. Był jednym z najbliższych współpracowników Józefa Piłsudskiego, walczył w Legionach, należał do POW, a od 1918 roku służył w Wojsku Polskim, dowodził m.in. obroną jednego z odcinków we Lwowie w czasie walk z Ukraińcami. Pełnił również szereg odpowiedzialnych funkcji w armii i rządzie.

Po śmierci Tadeusza Hołówki politykiem, który opowiadał się w dalszym ciągu za porozumieniem z Ukraińcami, był właśnie Bronisław Pieracki. Według jego deklaracji, jeżeli Ukraińcy w państwie polskim będą obywatelami rzeczywiście lojalnymi, to wówczas będą korzystać z praw przysługujących wszystkim obywatelom państwa…

Pieracki uważał też, że rząd znajdzie bezpośrednią drogę dotarcia do ludności ukraińskiej. W MSW został przygotowany memoriał „Mniejszość ukraińska”, który światło dzienne ujrzał już po śmierci Pierackiego.

Jego dążenia do dotarcia do społeczeństwa ukraińskiego ponad głowami liderów zagrażały ich pozycjom i podcinały gałąź, na której siedzieli terroryści z OUN- UWO. Dlatego postanowili zgładzić Pierackiego, pogłębiając przy okazji przepaść między Ukraińcami a Polakami.

Tuż po zabójstwie śledztwo ruszyło w różnych kierunkach i wersja, że zamach był dziełem ukraińskich nacjonalistów, była jedną z wielu. Wkrótce jednak stała się podstawową. Placówka wywiadu z Gdańska zameldowała, że na statek niemiecki płynący do Szczecina wsiadł bardzo podejrzany Ukrainiec.

Władze polskie natychmiast skojarzyły ten fakt z zamachem i podjęły natychmiastową interwencję, by go zatrzymać. Okazało się to strzałem w dziesiątkę. Statkiem płynął Mykoła Łebedź, główny koordynator zamachu. Uciekał on z Polski, wykorzystując kanały niemieckiego wywiadu, na rzecz którego od dawna pracował.

Przedostał się do Wolnego Miasta Gdańska, z którego statkiem wypłynął do Szczecina. Liczył zapewne, że w Niemczech znajdzie bezpiecznie schronienie. Miał przy sobie specjalną kartę podróżną, wydaną przez Konsulat Rzeszy w Gdańsku na nazwisko Skyba. Dokument ten zwalniał jego posiadacza z obowiązku posiadania paszportu. Polskie służby wieczorem 22 czerwca poinformowały centralę, że podejrzany Ukrainiec znajduje się na statku „Preussen”, który wypłynął z Gdańska do Świnoujścia.

Hitler podejmuje decyzję

Ambasador RP w Berlinie, Józef Lipski, podjął z polecenia Warszawy natychmiastowe działania na rzecz jego zatrzymania. Pomijając drogę służbową przez niemieckie MSZ, zwrócił się o pomoc bezpośrednio do centrali Gestapo w Berlinie. Oficer dyżurny skwitował jego prośbę: – Jawohl, Ekscelencjo!

Kapitan statku „Preussen” został drogą radiową poinformowany o podejrzanym na pokładzie. Otrzymał też polecenie niedopuszczenia do jego ucieczki. W Świnoujściu statek został otoczony przez policję dysponującą motorówkami. W obecności polskiego konsula, który przybył ze Szczecina, Łebedź został od razu aresztowany i przesłuchany.

Rano odstawiono go do Berlina, gdzie poseł Lipski u szefa SS i Gestapo Reichsführera Heinricha Himmlera podjął starania o natychmiastową ekstradycję Łebedzia do Polski. Okazało się, że Himmler nie mógł podjąć sam decyzji i pojechał do kanclerza Adolfa Hitlera. Ten nakazał przekazać natychmiast Łebedzia Warszawie.

Przy okazji Himmler poinformował Lipskiego, że osobiście przesłuchał Łebedzia i uważa, że to on był głównym organizatorem zamachu na ministra Pierackiego. Tuż przed wylotem samolotu z Łebedziem do Polski jego wylot został wstrzymany.

Okazało się, że u Hitlera ktoś interweniował, by go nie wydawać. Był to najprawdopodobniej szef Abwehry, dla którego Łebedź jako agent pracował. Ponowna interwencja Lipskiego u Himmlera spowodowała jednak, że Hitler zgodził się na wydanie Polsce Łebedzia. Specjalnym samolotem, w policyjnej asyście, został on odstawiony do Warszawy.

27 czerwca konsul Rzeszy w Gdańsku w swoim raporcie pisał: „Stwierdziłem, że Skyba jest zasłużonym funkcjonariuszem naszej służby wywiadowczej. Osoby zasługujące w pełni na zaufanie twierdzą, że nie ma on z morderstwem nic wspólnego. Przesadny pośpiech we włączeniu się do akcji naszej policji może bardzo niebezpiecznie zaszkodzić służbie wywiadowczej”. Później, na przyjęciu, Himmler w zaufaniu powiedział Lipskiemu, że „elementy starego reżimu (…) współpracowały z ukraińskimi terrorystami przeciwko Polsce”.

Himmler podkreślił też, że nie było dla Gestapo łatwo wydać osobę, która „swego czasu pracowała dla innego resortu niemieckiego”. Sprawa ma być może drugie dno. Niektórzy badacze sugerują, że głównym celem ukraińskich nacjonalistów w Warszawie nie był Pieracki, ale minister Goebbels, goszczący akurat w Warszawie, polityk dążący do zacieśnienia stosunków z Polską i wspierający propolską publicystykę w Rzeszy.

Łebed jako niemiecki agent Abwehry wiedział o rozmowach niemiecko-polskich, chciał pierwotnie zabić Goebbelsa, którego Pieracki na kilka godzin przed śmiercią miał żegnać na dworcu kolejowym w Warszawie. Dlatego też zamachowiec był uzbrojony w bombę, która rzucona w odpowiednim momencie mogła zabić obu ministrów. Śmierć Goebbelsa spowodowałaby ochłodzenie stosunków Berlina z Warszawą i uniemożliwiłaby zawarcie między nimi porozumienia w kwestii ukraińskiej, które dla dalszej działalności ukraińskich nacjonalistów miało kolosalne znaczenie.

Bez zewnętrznego poparcia Ukraińcy nie mogliby prowadzić żadnej wrogiej Polsce działalności. Gdy zamach na dworcu okazał się niemożliwy do przeprowadzenia, Łebed nakazał zabić tylko ministra Pierackiego.

Sygnał do mobilizacji

Jego zabójstwo nie miało być tylko „karą” za walkę polskich władz z ukraińskimi nacjonalistami, ale sygnałem do mobilizacji społeczności ukraińskiej na całym świecie! Miało ono zmobilizować zwłaszcza diasporę ukraińską w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, by wsparła finansowo nacjonalistów w ich walce z państwem polskim.

Do propagandy Łebed przywiązywał dużą rolę. W momencie aresztowania znaleziono przy nim notatki, w których czytamy: „Akt jego wykorzystanie i skapitalizowanie. Obozy koncentracyjne. Wyroki, a może śmierć niektórych w kraju, by przeciwstawić się, musimy stworzyć grupę ludzi bojową (…) Jeszcze może nastąpić zryw pojedynczych wsi i powiatów. Mała partyzantka. Wydać komunikat z naświetleniem aktu (za pomstę). Rozpowszechnić w prasie legalnej i za pomocą ulotek na wsie”.

Łebed pisał trochę bezładnie. Na statku płynącym do Szczecina Łebed, jako wytrawny agent Abwehry, mógł zorientować się, że jest pilnowany – i zapisywał tylko oderwane myśli. Nie zamierzał się rzucać w odmęty Bałtyku. Chciał stać się ofiarą polskiego terroru i wystąpić w sądzie.

Władze polskie szybko aresztowały wszystkich spiskowców uczestniczących w przygotowaniu zamachu na ministra. Nie został nigdy skazany bezpośredni zabójca Pierackiego – Hryhoryj Maciejko. Stał się on zabójcą nie z własnej woli, ale zupełnie przypadkiem. Został perfidnie zaszantażowany przez Stepana Banderę, który sam bynajmniej nie kwapił się do udziału w takich akcjach.

Maciejko był porządnym człowiekiem, dopóki nie wpadł w łapy Bandery. Kierowany ludzkim odruchem, reagując na okrzyki tłumu: łapać bandytę! – złapał przy ulicy Dominikańskiej niejakiego Iwana Mycyka, który właśnie na polecenie OUN zastrzelił ucznia VIII klasy greckokatolickiego małego Seminarium Duchownego, Jewhena Bereznickiego, podejrzewanego o współpracę z polskimi władzami bezpieczeństwa.

Uciekając, Mycyk ciężko ranił robotnika Stanisława Świdzińskiego. Mycyk oddał go policji, ale Bandera się o tym dowiedział i ostrzegł go, że jeżeli nie zgodzi się zabić kogoś na jego rozkaz, to on wyda go swoim towarzyszom, a wtedy jego los będzie przesądzony. Przyparty do muru Maciejko zgodził się zabić ministra. Jak pisze Wiesław Romanowski: „Szantaż był jedną z lepiej opanowanych przez Stepana Banderę technik zarządzania konspiracyjnym zespołem”.

Bandera zorganizował także dla Maciejki rewolwer i bombę wyprodukowaną przez krakowskie laboratorium OUN, na uruchomienie którego wcześniej wyłożył on 150 zł, wykorzystując do tego Jarosława Karpyncia, studiującego w Krakowie chemię pirotechnika OUN. W Warszawie Maciejko został przejęty przez Łebedzia, który w Warszawie przy pomocy Hnatkiwskiej prowadził rozpoznanie. Wybierał miejsce zamachu, drogę ucieczki dla zabójcy i opuszczenia stolicy. Maciejko był półanalfabetą, który o OUN nie wiedział nic…

Organizatorzy zamachu liczyli, że może zostać zastrzelony podczas ucieczki albo złapany, co wielkiej szkody organizacji nie przyniesie. Obiecali mu, że jeżeli wyjdzie cało z zamachu, przerzucą go przez Czechosłowację do Ameryki, gdzie będzie mógł czuć się bezpiecznie.

Która wersja prawdziwa?

Na temat przeprowadzenia samego zamachu istnieją co najmniej dwie wersje jego przebiegu. Jedna ustalona przez polskie władze bezpieczeństwa i druga podana przez sowieckiego agenta, wprowadzonego do emigracji ukraińskiej, mającego rozkaz zaprzyjaźnienia się z przywódcą OUN i UWO, Jewhenem Konowalcem. Zadanie to wykonał znakomicie i miał najlepsze informacje od najważniejszego źródła.

Wersja przedstawiona przez niego jest wiarygodniejsza, bo Konowalec znał ją z relacji i meldunków organizatorów i wykonawców morderstwa Pierackiego. Pewne różnice i sprzeczności w ustaleniach policji wynikały najprawdopodobniej z zeznań świadków. Policja miała spore trudności, żeby je zweryfikować. Rozbieżności w zeznaniach świadków wynikały z taktyki przyjętej przez zamachowców. Maciejko nie działał sam.

Miał pomocników, którzy mieli za zadanie zmylić ewentualny pościg bezpośredni. Z zadania wywiązali się niestety znakomicie. Maciejko zbiegł, a ustalenie jego portretu pamięciowego okazało się niesłychanie trudne. Każdy ze świadków opisywał go inaczej.

Zamach na Pierackiego był niewątpliwie największym sukcesem ukraińskich nacjonalistów w walce z państwem polskim. Dla obozu rządowego był to zaś największy cios. Całe środowisko piłsudczyków było wstrząśnięte. Pieracki był w nim osobą bardzo lubianą. Wyróżniał się on wśród nich spokojem, zimną krwią, łatwością wydawania decyzji i bezwzględnością w ich realizowaniu. Idąc wysoko w górę, nigdy nie zerwał kontaktu z dołami legionowymi. Często – jak pisze Lepecki – bywał w różnych lokalach, gdzie na neutralnym gruncie spotykał się z dawnymi towarzyszami broni.

„Czerezwyczajka” Piłsudskiego

Ze wspomnień Lepeckiego wynika, że Piłsudski ciężko przeżył śmierć Pierackiego. Nie ma się temu co dziwić. Oto na jego oczach waliła się koncepcja budowania dobrych związków z Ukraińcami. Już drugi polityk, który z jego rozkazu starał się budować trwałe relacje ze społecznoscią ukraińską, został skrytobójczo zamordowany! Piłsudski czuł się tak, jakby dostał rękawicą w twarz. Wezwał do siebie natychmiast premiera Leona Kozłowskiego oraz głównego doradcę i przyjaciela Aleksandra Prystora „Alę”. Po rozmowie z nimi zgodził się na zastosowanie przeciwko sprawcom mordu środków specjalnych.

Jak relacjonuje Lepecki, marszałek stwierdził: „Ja nic nie mam przeciw tej waszej czrezwyczajce, ja się na tę waszą czerezwyczajkę na rok zgodziłem”. Ta „czerezwyczajka” to oczywiście „obóz odosobnienia” w Berezie Kartuskiej, który miał m.in. ułatwić walkę prewencyjną z terroryzmem ukraińskim.

Całą noc po zamachu na Pierackiego Piłsudski nie spał. Lepecki wspomina: „Tej nocy Marszałek nie poszedł spać. Siedząc w pokoju, słyszałem głośną rozmowę, jaką prowadził z samym sobą, słyszałem bicie pięścią w stół i przejmujące słowa nagany. Już trzecia wybiła, a Marszałek wciąż jeszcze miotał się w swojej samotni i dopiero wczesny czerwcowy poranek (…) skłonił Go do przejścia do sypialni”.

Tej nocy miotała się też policja, nie wiedząc jeszcze, kto dokonał zamachu. Przygotowujący go jednak popełnili błąd, a raczej dwa błędy. Rewolwer, z którego oddano śmiertelne strzały do Pierackiego, porzucony przez Maciejkę, był już użyty do zabójstwa informatora policji we Lwowie i szybko sprawcy zostali zidentyfikowani.

Analiza składu pozostawionej bomby też doprowadziła do jej wykonawców. Marszałek Piłsudski zgodził się nie tylko na utworzenie „obozu odosobnienia”, ale zaaprobował także podjęcie zdecydowanych działań mających ostatecznie zlikwidować zagrożenie ze strony ukraińskich terrorystów dla państwa polskiego.

Wkrótce przed sądem stanęli wszyscy przywódcy OUN i UWO. Państwo polskie miało szansę rozprawić się raz na zawsze z ukraińskim nacjonalizmem. Nie skorzystało jednak z tego, płacąc za to później krwią swych obywateli. To już jednak temat na inny tekst…

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

- Advertisement -
- Advertisement -

Najnowsze

Zamordowanie ministra Pierackiego

15 czerwca 1934 roku polska opinia publiczna została wstrząśnięta informacją podaną przez Polskie Radio, że od kul zamachowca w późnych godzinach popołudniowych padł przed...

Mity hollywoodzkie i walka w mediach

Przed ceremonią wręczania Oskarów na ekranach pojawiają się kolejne filmy nominowane do tej nagrody. Od dłuższego czasu na ekranach znajduje się obraz „Gwiezdne wojny:...

Polański w Matni

Sytuacja wokół osoby Romana Polańskiego przypomina istny teatr absurdu. Premierę „Oficera i szpiega” należy omawiać w kontekście upartego ścigania reżysera przez amerykański wymiar sprawiedliwości...

Najważniejsza wojna świata – o sztuczną inteligencję

Sztuczna inteligencja, Artificial intelligence. Obrazek ilustracyjny. Źródło: pixabay Najważniejszym starciem amerykańsko-chińskim nie jest wojna handlowa, nie jest nim...

Koronawirus w Polsce. W szpitalach zaczyna brakować miejsc dla chorych

Koronawirus w Polsce. Mimo że zakażeń jest znacznie mniej niż prognozowano, a liczba chorych rośnie w dość spokojnym tempie, to już pojawiają...

Wypłać gotówkę z banku. Niedługo możesz mieć z tym poważny problem

Jeżeli potrzebujecie gotówki na weekend lepiej wypłacić ją wcześniej. W nocy z soboty na niedzielę banki przewidują przerwy techniczne, jednak dostęp do...

Minister zdrowia chciał ostrych ograniczeń. Prezydent go zdymisjonował

Prezydent Brazylii Jair Bolsonaro zdecydował o zdymisjonowaniu dotychczasowego szefa Ministerstwa Zdrowia Luiza Henrique Mandetty. Nowym ministrem będzie onkolog Nelson Teich.